czwartek, 8 maja 2014

Bralczyk, Miodek i Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim

Wczoraj w siedzibie Agory odbyło się wyjątkowe spotkanie autorskie z profesorami Jerzym Bralczykiem, Janem Miodkiem, Andrzejem Markowskim oraz dziennikarzem Jerzym Sosnowskim, twórcami książki "Wszystko zależy od przyimka".

"Wszystko zależy od przyimka" to zapis rozmowy, jaką przeprowadził dziennikarz radiowej Trójki Jerzy Sosnowski z profesorami Jerzym Bralczykiem, Andrzejem Markowskim i Janem Miodkiem. Językoznawcy wypowiadają się w niej, jak mówić po ludzku i po polsku w epoce internetu, sms-ów i głupich reklam.

Od lewej: Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski, Jan Miodek, Jerzy Sosnowski
Fot. Weronika Trzeciak

Pomysł na książkę wyszedł od profesora Jerzego Bralczyka po wspólnym spotkaniu z Andrzejem Markowskim z czytelnikami w bibliotece w Starym Mieście pod Koninem. Rozmowa o języku szła tak dobrze, że postanowili stworzyć książkę w takiej samej konwencji.

Profesorowie przyznali się, jak zostali językoznawcami. Andrzej Markowski poszedł na Polonistykę, choć początkowo myślał o historii. Spowodowane było to tym, że Jego wychowawczyni, która była historyczką powiedziała, Andrzej nie idź na historię, bo w tej chwili historii nie można uprawiać rzetelnie. Wybrał językoznawstwo za sprawą docent Haliny Kurkowskiej, u której napisał pracę magisterką i doktorat.

Natomiast Jerzy Bralczyk przyznał: - Kiedy poszedłem na Wydział Polonistyki nie myślałem o językoznawstwie. U mnie w domu mówiło się poprawnie, chętnie, dużo. Byłem w rodzinie nauczycielskiej. Uwiódł mnie język staro-cerkiewno-słowiański. Całkiem nieprzydatny, ale piękny, bo już go nie ma. Trzeba było go pokochać albo miało się przeszkody.

Jan Miodek także wywodzi się z nauczycielskiego domu, mama polonistka. Robiła magisterkę u profesora Stanisława Pigonia. Pochodzi z Tarnowskich Gór. Mimo że miał stamtąd bliżej do innych uczelni, np. w Krakowie, wybrał Polonistykę we Wrocławiu. Zdecydował się na językoznawstwo. W 1968 roku zaproponowano Mu pozostanie na katedrze. I pozostał tam do dziś. - Stażem pracy jestem najstarszym felietonistą - przyznał. - Kiedyś ze 180 osób studiujących na polonistyce 7-8 wybierało literaturę, teraz jest odwrotnie - 7-8 wybiera językoznawstwo - dodał.

Bralczyk przyznał, że od językoznawców żąda się, by do czegoś nie dopuścili, coś potępili. Jest pewnego rodzaju presja społeczna. A przecież to nie jest ich rolą, mogą oni jedynie zaobserwować nowe zjawiska językowe. Uznawani są oni za tropicieli błędów. A jak wiadomo błąd to innowacja funkcjonalnie nieuzasadniona. Jednym z takich dziwnych tworów jest np. ikona mobilności. Co ciekawe, jakiś czas temu ukazała się książka "Jak nie należy mówić i pisać po polsku". Powinna być raczej: jak należy mówić i pisać, bo inaczej wyszłoby kilka tomów.

Profesora Miodka mniej irytują błędy gramatyczne, a bardziej stylistyczne. - Rok 1989 rozchwiał naszą stylistykę. Była wtedy moda na luz. Moja babcia miała więcej wyczucia stylistycznego niż wiele dzisiejszych osób - przyznał profesor Miodek.

Była mowa o nowym zjawiskach w języku. Zastanawiające jest to, że słowo facet coraz częściej przenika do wypowiedzi. Niedługo będziemy mówić facet w znaczeniu odpowiednika kobiety w formie neutralnej (teraz jest to nacechowane). Podobnie efekciarskie słowa na F to fura, forsa, fajny.

Podobnym ciekawym zjawiskiem jest zanik formy "mnie" w celowniku. Szczególnie widocznie jest to na początku zdania - "Mi się wydaje" zamiast "Mnie się wydaje". Z kolei zaimek "ja" pojawia się tam, gdzie do tej pory go nie było. Ja myślę, ja piszę.

Wysyłamy smsa, maila zamiast sms, mail. Podobnie jest w przypadku wyrażeń: załóż buta, wytrzyj nosa. Słowa te ożywają. Panuje też moda na mówienie szukam coś a nie czegoś. Być może dzięki temu łatwiej znaleźć? Często używana jest także błędna formy w odmianie czasownika "iść" w czasie przeszłym w rodzaju męskim. Jest nawet taki dowcip - jak blisko "szłem", a jak daleko to "szedłem".


Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem.
Fot. Weronika Trzeciak

Nawiązując do pytania, jak mówić po ludzku i po polsku w epoce internetu, sms-ów i głupich reklam, profesorowie uznali jednogłośnie, że Internet to dobre zjawisko. Profesor Miodek przyznał, że cieszy się na sama myśli, że w sobotę i niedzielę sobie włączy. To jest jego zdaniem największy wynalazek ostatnich 100 lat. Natomiast profesor Bralczyk zauważył, że staliśmy się literatami, teraz prawie każdy prowadzi bloga. Są także zawodowi hejterzy. - Mnie też się Internet podoba. Wiem, że wejdę do niego codziennie.

Rozmowa dotyczyła także wyrazów zapożyczonych. Można także było dowiedzieć się, czym jest PR w ujęciu humorystycznym, to promocja reputacji. Tak naprawdę nie da się tego spolszczyć. Podobnie jest z weekendem, tyle już lat funkcjonuje i nie ma polskiego odpowiednika. Był za to pomysł nazwać samobójcza bramkę - samobramką. W XIX wieku na operację chirurgiczną chciano mówić rękoczyn, na alkohol - wyskok (zostało napój wyskokowy).

Podczas spotkania był także czas na zadawanie pytań odnośnie zjawisk językowych. Nie obyło się bez wątpliwości co do słowa dokładnie, który jest używany nagminnie. Profesor Bralczyk skomentował ten wyraz następująco: - Nie dość że mam rację, to jeszcze trafiłem w sedno. - Został uznany za najbardziej liberalnego językoznawcę. - Bo jestem wygodnicki, tchórzliwy i leniwy - przyznał, czym rozbawił uczestników spotkania.

Innym nurtującym problemem było to, że ludzie przestali używać wołacza. Gdy zwracają się do kogoś, mówią: Tomek, Zosia, zamiast Tomku, Zosiu. Jednak najwięcej śmiechu było przy akcentach. Wiele osób źle stawia akcenty. Dobrym przykładem była rozmowa profesora Bralczyka, który zapytał jakiegoś pana: skąd pan jest? Z Żyrardowa. Mężczyzna zaakcentował nazwę miejscowości w sposób nieprawny (na pierwszej sylabie od końca) i wyszło pytanie.

Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem
Fot. Weronika Trzeciak

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Spotkanie minęło w mgnieniu oka, ale na pocieszenie można było zdobyć autografy od autorów książki "Wszystko zależy od przyimka". Dzięki spotkaniu mogłam się przekonać, jak sympatycznymi ludźmi są ci trzej słynni językoznawcy i jak duże mają poczucie humoru.


Moją recenzję książki "Wszystko zależy do przyimka" możecie przeczytać tutaj.

20 komentarzy:

  1. To musiało być bardzo ciekawe spotkanie. Przy okazji złapałam się na tym, że sama nie używam wołacza. A słowo "fajny" próbuję wyeliminować ze swojego słownika, ale z marnym skutkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było zabawnie, pouczająco i przystępnie :) Na spotkanie przyszli ludzie w różnym wieku i wszyscy się dobrze bawili :)

      Ja raz mówię w wołaczu, raz w mianowniku - w zależności od imienia (a najczęściej zaczynam zdania bez imion). Niektóre imiona w wołaczu brzmią sztucznie, zbyt oficjalnie. Mogę powiedzieć np. Aniu, Basiu, Małgosiu/Gosiu, Olu, ale nie powiem nigdy Izo (a już Izabelo nie przeszłoby mi przez gardło), Robercie, Paulino - wolę formy w mianowniku. Teraz zauważyłam pewną prawidłowość, wolę końcówki na -u niż na -o. ;)

      Ja też staram się rzadko używać słowa fajny. Za to drażni mnie słowo strasznie, np. coś jest strasznie fajne/drogie itd. Straszny to jest horror ;)

      Usuń
  2. Widzę, że na spotkaniu poruszono wiele istotnych kwestii i bardzo ciekawych. Też zauważyłam, że ostatnimi czasy ludzie zaprzestali używać wołacza, tylko raczej tak bezosobowo zwracają się do drugiej osoby. Z kolei weekend rzeczywiście w dalszym ciągu nie ma polskiego odpowiednika, a przecież tyle już lat funkcjonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kwestie istotne, ale przedstawione z humorem. Jeśli kogoś mało znam, to zwracam się bezosobowo, a jak dłużej, to w zależności od imienia - albo w wołaczu albo w mianowniku. Co do weekendu, to czasem mówię koniec tygodnia albo sobota i niedziela ;)

      Usuń
  3. Ale fajnie, że udało Ci się być na tym spotkaniu :) Wczoraj widziałam wywiad z panami w Dzień Dobry TVN i bardzo chciałabym poznać tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie mogło mnie tam zabraknąć. Bardzo lubię Bralczyka, a u Markowskiego miałam egzamin pisemny z KJP. Przekonałam się za to do Miodka, bo wydawał mi się taki wyniosły. Książkę mam i jutro pojawi się recenzja :)

      Usuń
  4. Z chęcią wybrałabym się na takie spotkanie i posłuchała o zjawiskach językowych, bardzo ciekawa tematyka. Na pewno rozejrzę się za książką. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było naprawdę wyjątkowe spotkanie, byli ludzie w różnym wieku, studenci i osoby starsze. I wszyscy bawili się równie dobrze, szczelnie słuchając niektórych anegdot związanych ze zjawiskami językowymi. Myślę, że by Ci się spodobało. Książka godna polecenia :)

      Usuń
  5. Z pewnością dowiedziałaś się wielu ciekawych rzeczy. Świetne spotkanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, profesorskie trio potrafi opowiadać rzeczowo i humorystycznie ;)

      Usuń
  6. To musiał być na pewno świetny wywiad. Trzech guru języka polskiego razem. Z wielką chęcią zapoznam się z efektem ich pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taki był, świadczy o tym brak wolnych miejsc na sali, takie było zainteresowanie spotkaniem. Książkę polecam, jest niezwykła :)

      Usuń
  7. Ja też nie mogę się już doczekać Twojej recenzji, Wikusiu :). A na co ja zwróciłam uwagę, to na brak zaimka "mnie" i zdecydowane nadużywanie "mi". Po prostu mnie to strasznie (masz rację horror) wkurza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja już jest, mam nadzieję, że uda mi się za jej sprawą przekonać Cię do lektury :) Mnie też się nie podoba zanik zaimka "mnie". I nawet się śmieję w duchu, jak ktoś mówi "mi się coś nie podoba", że "misie to są w zoo" ;)

      Usuń
  8. Aż strach komentować wpis o językoznawcach, gdyż głupio byłoby pisząc pod nim komentarz popełnić jakiś żenujący błąd... Przejęłam się, oj przejęłam tym, o czym pisałaś. Przede wszystkim zaczęłam krytycznie analizować swój styl - jest zdecydowanie zbyt na luzie,aż wstyd, ale kto nauczy mnie pisać inaczej (i mówić)? Po drugie, "facet" to było do tej pory moje ulubione słowo na określenie osobnika płci męskiej, a "dokładnie" zawsze używałam do potakiwania...

    Dawno mnie u Ciebie nie było - jak miło wpaść choć na chwilkę (nawet jeśli poruszasz tak nieprzyjemne tematy ;) ), strasznie yyy tzn. bardzo się cieszę ;DD

    Czekam na recenzję książki :)
    I mam nadzieję, że widzimy się na MFK! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie denerwuj się tak, profesorowie są wyrozumiali i co poniektórzy liberalni, więc ja też nie będę sroga ;) Ja mogę się podjąć tego karkołomnego zajęcia :P Mówienie na luzie nie jest złe, do zawsze był, jest i będzie język potoczny. Jakby cały czas mówiło się językiem oficjalnym, byłoby sztucznie. Ja czasem używałam słowa "facet", natomiast nagminnie mówię "laska". Choć od dziś zacznę mówić "panieneczka". Najlepiej zapomnij o słowie "dokładnie", akurat nie nie reaguję alergicznie ;)

      Właśnie brakowało mi Twoich wizyt, ale rozumiem, że sesja za pasem. E tam, od razu nieprzyjemne :P Ja też się cieszę, że wpadłaś do mnie i mam nadzieję, że wkrótce będziesz częściej zaglądać ;)

      Recenzję już napisałam :) Oczywiście, że się widzimy ;)

      Usuń
    2. Kamień z serca ;) Z chęcią zapiszę się do Ciebie na korepetycje :P Racja, tylko z drugiej strony, to nawet nie wiem, czy byłabym w stanie napisać coś oficjalnie, ładnie i poprawnie, nawet gdybym chciała. "Laska" a "panieneczka", to jednak duży przeskok, w niektórym towarzystwie będzie brzmieć bardzo oryginalnie :P Już o nim nie pamiętam :P Czyli zamiast, lepiej mówić "właśnie", czy jak...?

      Sesja za pasem, a najgorsze to w ogóle dotrwać do tej sesji :P Dopiero po 6 czerwca będzie trochę spokojniejszy okres, echhh.... Również mam taką nadzieję! :)

      Usuń
    3. Nie wiesz, na co się piszesz, przygotuj się na sprawdziany i dyktanda :P Jeden z profesorów, chyba Miodek, uznał, że Polacy ładnie mówią po polsku, więc jeśli zaliczasz się do tej grupy, to nie masz się czym przejmować ;) "Laska" i "panieneczka" - obie formy są nacechowane negatywnie, więc mają jakieś wspólne cechy :P

      Najlepiej mówić "tak" - to jest najprostszy wyraz na zgodzenie się z kimś. Może być także: "właśnie", "właśnie tak", "oczywiście", "oczywiście, że tak", "masz rację", "zgadzam się" - zależy od kontekstu. Można natomiast zapytać, która jest dokładnie godzina, co dany wyraz dokładnie oznacza, można coś dokładnie posprzątać ;)

      Na pewno nie będzie tak źle, zanim się obejrzysz, wszystko zdasz :)

      Usuń
    4. Jestem gotowa, dawałam radę przez tyle lat w szkole, to i teraz dam :P Trochę mnie uspokoiłaś ;)

      Dziękuję za odp ;)

      Mam nadzieję, dziękuję za dobre słowo! :)

      Usuń
    5. No widzisz, nie taki polonista/językoznawca straszny, jak go malują ;) Mnie natomiast zawsze bawi, jak ludzie na wieść, o tym, co skończyłam, mówią: "ojej, to ja się teraz boję przy Tobie mówić" lub opowiadają, co ostatnio przeczytali. Dlatego najlepiej pozostawać incognito :P

      Polecam się na przyszłość. Może powinnam założyć poradnię językową ;)

      Zapomniałam jeszcze napisać, że trzymam kciuki za pomyślą sesję - samych 5. w indeksie :)

      Usuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)