"Koniec świata jest procesem ciągłym, który podobnie jak historia, nigdy się nie kończy" - pisze Jakub Mielnik w "Kronice końca świata".
Literatura podróżnicza nigdy mnie nie pociągała, wolę zobaczyć coś na własne oczy. Uwielbiam zwiedzać nowe miejsca i je fotografować, ale nie lubię czytać o podróżach innych. I choć na mojej półce stoją już jakiś czas książki "Gringo wśród dzikich plemion" Cejrowskiego oraz "Blondynka na tropie tajemnic" Pawlikowskiej, omijam tę literaturę. Jedynym wyjątkiem są programy Wojciecha Cejrowskiego, który potrafi opowiadać o egzotycznych miejscach jak nikt. Wiem, że nie do wszystkich zakątków uda mi się dotrzeć, np. do krajów Ameryki Południowej, Afryki czy Australii. Na szczęście w wielu miejscach Europy już byłam, m.in. w Londynie, Paryżu, Rzymie, Monako, Barcelonie, Gironie, Saragossie, Grenadzie, Budapeszcie, Neseberze, Stambule oraz Wiedniu. I mam nadzieję, że jeszcze wiele miejsc przede mną. Na razie postanowiłam dać szansę książkom podróżniczym i sięgnęłam po "Kronikę końca świata" Jakuba Mielnika.
"Kronika końca świata" nie jest typową książką podróżniczą. Raczej jest to reportaż z podróży po różnych zakątkach świata w przełomowych momentach historycznych. Przy czym autor skupia się na opisywaniu bieżących wydarzeń, a nie krajobrazów. To esej reporterski o rzeczywistości, która nie wytrzymuje zderzenia z oczekiwaniami. O rozczarowaniu światem, który okazał się nie tak egzotyczny, heroiczny i zaskakujący, jak nam się wydawało.
Literatura podróżnicza nigdy mnie nie pociągała, wolę zobaczyć coś na własne oczy. Uwielbiam zwiedzać nowe miejsca i je fotografować, ale nie lubię czytać o podróżach innych. I choć na mojej półce stoją już jakiś czas książki "Gringo wśród dzikich plemion" Cejrowskiego oraz "Blondynka na tropie tajemnic" Pawlikowskiej, omijam tę literaturę. Jedynym wyjątkiem są programy Wojciecha Cejrowskiego, który potrafi opowiadać o egzotycznych miejscach jak nikt. Wiem, że nie do wszystkich zakątków uda mi się dotrzeć, np. do krajów Ameryki Południowej, Afryki czy Australii. Na szczęście w wielu miejscach Europy już byłam, m.in. w Londynie, Paryżu, Rzymie, Monako, Barcelonie, Gironie, Saragossie, Grenadzie, Budapeszcie, Neseberze, Stambule oraz Wiedniu. I mam nadzieję, że jeszcze wiele miejsc przede mną. Na razie postanowiłam dać szansę książkom podróżniczym i sięgnęłam po "Kronikę końca świata" Jakuba Mielnika.
"Kronika końca świata" nie jest typową książką podróżniczą. Raczej jest to reportaż z podróży po różnych zakątkach świata w przełomowych momentach historycznych. Przy czym autor skupia się na opisywaniu bieżących wydarzeń, a nie krajobrazów. To esej reporterski o rzeczywistości, która nie wytrzymuje zderzenia z oczekiwaniami. O rozczarowaniu światem, który okazał się nie tak egzotyczny, heroiczny i zaskakujący, jak nam się wydawało.
