niedziela, 21 lipca 2013

"Komórka" - ostrożnie z telefonami!

Czy telefony komórkowe mogą być zgubne dla ludzkości? Czy mogą przynieść więcej szkód niż pożytku? Odpowiedzi na te pytania należy szukać w "Komórce" Stephena Kinga.

Telefony komórkowe stają się nieodzownym atrybutem ludzi niemal w każdym wieku. Służą nie tylko do dzwonienia czy smsowania, oprócz tego mają milion różnych funkcji. Co więcej, komórki towarzyszą nam wszędzie, w pewnym sensie jesteśmy od nich uzależnieni. Jeśli zapomnimy ich z domu, czujemy się jak bez ręki. Denerwujemy się, że w tym czasie ktoś zadzwoni. Nasuwa się więc pytanie, czy telefony komórkowe nie są zgubne dla ludzkości? Czy mogą przynieść więcej szkód niż pożytku? Nad podobnymi kwestiami zastanawia się Stephen King w "Komórce", w której puszcza wodze fantazji.

Głównym bohaterem jest Clay Ridell, który wracając ze służbowego spotkania, staje się świadkiem mrożących krew w żyłach wydarzeń. Elegancką kobietę i dwie nastolatki ogrania krwiożerczy szał. Za chwilę dołączają kolejne osoby. Ulice zaczynają zalewać bełkoczący ludzie i bez powodu rzucają się na siebie. Jakby tego było mało, z nieba zaczynają spadać samoloty. Wkrótce okazuje się szaleństwo spowodowane jest przez tajemniczy sygnał (nazywany Pulsem) wysyłany podczas rozmowy telefonicznej. Musi być coś w tym, że CELL rymuje się z HELL. Puls nie niszczy komórek, lecz powoduje agresję i destrukcyjne działania. Świat popada w chaos, w którym prym wiodą zombie, ofiary Pulsu. Zaczyna się bezpardonowa walka o przeżycie...

Tymczasem Johnny, syn Claya oraz jego żona znajdują się w domu, nieświadomi niebezpieczeństwa. Ridell musi za wszelką cenę do nich dotrzeć, zanim jego syn użyje swojej komórki. Niestety komunikacja nie działa i musi pokonać całą trasę na piechotę. Czy uda mu się ocalić swoją rodzinę i nie zginąć z rąk zombie?

Muszę przyznać, że "Komórka" znajduje się na 2 miejscu moich ulubionych książek Stephena Kinga. Dlaczego? Ma bowiem drugie dno. Choć to wszystko fikcja literacka, zawarta jest tu smutna prawda na temat roli komórek w naszym życiu. Pod wpływem tej lektury nasunęła mi się pewna myśl. Otóż obniża się granica wieku posiadaczy komórek. Można je już zobaczyć w rękach dzieci, które dopiero zaczynają szkołę podstawową (dla porównania u mnie w domu pojawiła się pierwsza komórka, gdy miałam 14 lat, a własną kupiłam sobie dopiero w wieku 16 lat). Natomiast teraz modne stało się otrzymywanie pierwszej komórki już na komunię. Ostatnio natrafiłam nawet na zapytanie na jednym z forów: "Szukam niedrogiego telefonu dla 6-letniego dziecka. Telefon ten powinien być prosty w obsłudze i posiadać: aparat, odtwarzacz mp3, duże klawisze, najlepiej oddzielne. Co polecacie?". Moja 4-letnia bratanica potrafi rozpracować każdy telefon dotykowy w parę minut. A 10-leni syn mojej znajomej poprosił ostatnio rodziców o telefon komórkowy za 1300 zł, bo wszyscy w szkole takie mają. Może warto pomyśleć, w jakim kierunku to zmierza? Czy od najmłodszych lat nie uczymy dzieci, że nie da się żyć bez komórki?

Powieść jest napisana lekkim językiem, miejscami jest on wulgarny, ale tak to bywa w horrorach. Książka wciąga czytelnika od pierwszych stron i tak pozostaje już do końca. Nie brakuje w niej nagłych zwrotów akcji, które zmieniają perspektywę o 180 stopni. Dużym plusem są także mocne opisy walki z zombie. W dodatku, jak na dobry horror przystało, zakończenie jest zaskakujące. Czytelnik zaczyna się zastanawiać, co by było gdyby takie rzeczy naprawdę się wydarzyły. Po lekturze zaczęłam patrzeć trochę nieufnie na swój aparat (wiem, to irracjonalne) oraz jeszcze bardziej polubiłam Kinga, który zalicza się do grona moich ulubionych pisarzy. Polecam tę książkę miłośnikom horrorów, motywu zombie oraz Stephena Kinga. Myślę, że to także dobra propozycja dla osób, które jeszcze nie czytały żadnej książki mistrza grozy.

Stephen King (ur. 1947) jest amerykańskim pisarzem, uznanym za mistrza horroru. Wydawał także pod pseudonimem Richard Bachman. Zadebiutował w 1974 roku właśnie powieścią "Carrie". W swoim dorobku ma także m.in. "Lśnienie", "Zieloną milę", "Cmętarz Zwieżąt" czy "Miasteczko Salem".










Autor: Stephen King
Tytuł: "Komórka"
Ilość stron: 432
Oprawa: miękka






Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Czytam Kinga
Klasyka horroru
Pasionkowe Wyzwanie Czytelnicze (książka Stephena Kinga oraz horror)
Świat Stephena Kinga
Trójka e-pik (horror)





Recenzja zgłoszona do wakacyjnego konkursu dla syndykalistów na najlepszą zbrodniczą recenzję lata 2013.


22 komentarze:

  1. Wyobraźnia Kinga naprawdę nie ma granic. Pomysł na fabułę niby prosty ale nikt na to wcześniej nie wpadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. I na tym polega Jego geniusz :)

      Usuń
  2. To jedna z Twoich ulubionych książek Kinga? To chyba nie powinnam pisać, że przez nią nie przebrnęłam. Już nawet nie pamiętam, co mi w niej nie przypasowało, ale odłożyłam w połowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest na drugim miejscu. Ale jeszcze wiele książek mistrza przede mną i ten ranking może się zmienić. A mnie wciągnęła, widać każdy ma inny gust :)

      Usuń
  3. Fajny pomysł, ale akurat ta książka jakoś niespecjalnie mnie wciągnęła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedyna książka Kinga, której nie przeczytałam do końca :D Kocham go miłością bezwzględną i to się nie zmieni nigdy ale "Komórka"... Ta książka wydała mi się po prostu głupia. Jakoś książki, filmy o zombie mnie nie przekonują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie pociągają, ale akurat ta książka mi się podobała. Może dlatego, że już jakiś czas upłynął, odkąd ją czytałam. Może teraz podeszłabym do niej inaczej ;)

      Usuń
  5. Czytałam tę książkę kilka lat temu. I nadal uważam, że King ma ponadprzeciętną wyobraźnię. Sam pomysł na fabułę, mistrzostwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją czytałam kilka lat temu. Zgadzam się, że wyobraźnia Kinga jest niezwykła :)

      Usuń
  6. Mnie również ta książka nie wciągnęła i niestety dla mnie jest jedną z gorszych Kinga. Co do telefonów - racja. Hm, ja chyba miałam już komórkę w podstawówce, ale kupioną specjalnie na pierwszy dłuższy szkolny wyjazd (rodzice nie mają zapasowego dziecka, to się bali tym bardziej :D), a była to duża niebieska nokia z antenką. :D W ogóle teraz dzieci są uczone, że bez komórki, komputera, itp. ani rusz i trzeba się chwalić przed "znajomymi"...Zdecydowanie wolałam swoje czasy (jak to brzmi).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać przede mną jeszcze lepsze książki. Nie przeczytałam ich wiele, więc nie mam takiego porównania.

      Jak ja byłam w podstawówce to dopiero zaczynały pojawiać się tzw. cegły. Krążył o nich dowcip, że najpierw waliło się nimi złodzieja w głowę, a potem dopiero dzwoniło się na policję. Czasem ową cegłę (olbrzymią Motorolę z antenką) dawali mi rodzice do szkoły (byłam wtedy w 8 klasie). Ale chyba na żadnym wyjeździe jej nie miałam, choć rodzice też nie mieli zapasowego dziecka ;)

      To prawda, to jest straszne, że teraz bez komórki czy laptopa nie ma zabawy. Kiedyś dzieci miały inne zainteresowania. Za moich czasów (ale staro zabrzmiało) dzieci spędzały dużo czasu na powietrzu - bawiły się na trzepaku, huśtawkach, grały w gumę, w klasy, w piłkę, jeździły na rowerze, wrotkach czy deskorolce. A teraz tablety, laptopy, komórki dotykowe, gry komputerowe, serwisy społecznościowe są dla nich bardziej atrakcyjne. Też wolałam swoje czasy.

      Usuń
    2. Teraz te gry, które wymieniłaś, są już teraz przestarzałe :( Gdzie te czasy, kiedy robiłam fikołki na trzepaku :D Haha, z tym waleniem to prawda, te stare telefony mogły spaść z wysokości na beton (moja stara Nokia zaliczała takie upadki) i nic im nie było, a teraz te nowe poszłyby od razu na śmieci:) W ogóle do tej pory mam starą, ale "kolorową" komórkę, bez żadnego dotykowego ekranu, dobrego aparatu, itp. i jakoś nie odczuwam potrzeby posiadania lepszej:)

      Jeszcze czasy za starej Naszej Klasy były ok, kiedy faktycznie służyła ona do szukania znajomych ze szkoły i poznawania nowych, kiedy przechodziło się z klasy do klasy. Jakoś tak sentymentalnie ją wspominam.

      Usuń
    3. To prawda :( Z tymi fikołkami to zamierzchłe czasy. Ja jeszcze lubiłam chodzić po drzewie - miałam jedno jedyne, na które umiałam wejść i zeskoczyć. Ja do niedawna miałam starą motorolę cegłę w domu (na pamiątkę). Dotykowego też na razie nie mam, ale myślę o nim intensywnie. Na razie bawię się klawiaturą Qwerty :P

      Ja nie przepadałam za NK, konto założyłam, ale prawie z niego nie korzystam. Wolałam Grono, a teraz Fb.

      Usuń
  7. Po komentarzach widzę, że opinie są podzielone. Książki niestety jeszcze nie czytałem, ale moja wiara w Kinga jest tak silna, że wkrótce postaram się naprawić ten błąd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz się przekonać empirycznie. Ciekawe, do której grupy dołączysz po lekturze - przeciwników czy zwolenników ;)

      Usuń
  8. Tyle negatywnych recenzji przeczytałam, że jestem zaskoczona, że u Ciebie pozytywna ocena:) Może rzeczywiście nie jest ta powieść taka zła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się podobała. W sumie każdy ma inny gust, więc wcale mnie to nie dziwi. :)

      Usuń
  9. Wiele osób potępia tę książkę, ale ja uwielbiam ją równie mocno jak Ty. Oczywiście King napisałem wiele ciekawszych, jednak ta jest takim smacznym kąskiem z motywem zombie... on chyba nigdy wcześniej nie rozpisywał się na ten temat... chociaż sam nie pamiętam :D.

    Pozdrawiam ciepło ;*!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za zombie, ale akurat ta książka mi się podobała. Cieszę się, że mam sojusznika :)

      Usuń
  10. Jejku, troszkę przeraziłaś mnie z tymi dzieciakami i komórkami za ponad 1000zł - czyste szaleństwo. Moja Tosia ma 3 lata - co to będzie za kilka lat!-o zgrozo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety takie czasy. Ale to także kwestia wychowania, więc Twoje dziecko może być zupełnie inne :)

      Zapomniałam, że Twoja Tosia ma 3-latka, bo mogłam Cię o coś zapytać w związku z inną książką :P

      Usuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)