piątek, 12 lipca 2013

Czym jest Kodeks Konstantyna? Recenzja powieści Paula L. Maiera

Co by się stało, gdyby została odnaleziona biblijna księga, naruszająca ustalony przed wiekami kanon Pisma Świętego? Czy wywołałoby to poruszenie w chrześcijańskim świecie? Na te pytania odpowiada "Kodeks Konstantyna" Paula L. Maiera.

Głównym bohaterem jest profesor Jonathan Weber, wykładowca z Harvardu, znawca języków starożytnych i archeolog z zamiłowania. Tym razem prowadzony przez niego Instytut Początków Chrześcijaństwa bierze sobie za cel odnalezienie jak największej ilości zaginionych manuskryptów biblijnych. Podejrzewają, że dużo może kryć się w Grecji oraz Turcji, które są przecież kolebką antycznej cywilizacji. Poza tym w Grecji jest wiele klasztorów i monastyrów, w których znajdują się archiwa i biblioteki, a w nich mogą być nieodkryte manuskrypty. Jednak to jego żona Shannon przyczynia się do przełomu w poszukiwaniach. Będąc bowiem w Pelli w Jordanii, odkrywa kilka kart pochodzących z jakiegoś starego kodeksu. Nie spodziewa się, że mogą one wstrząsnąć całym chrześcijańskim światem...

Jak zwykle profesor będzie musiał podjąć trudną decyzję, co zrobić z nowo zdobytą wiedzą zawartą w manuskrypcie. Jakby tego było mało na Weber zostaje nałożona fatwa, niczym na Salmana Rashdiego oraz musi on stoczyć debatę z wielkim szejkiem uniwersytetu Al-Azhar w Kairze. Czy uda mu się ujść cało z opresji i uratować chrześcijaństwo?

Książka jest kontynuacją powieści "Coś więcej niż ślad". Jednak osoby, które nie czytały poprzednich dwóch książek, mogą spokojnie sięgnąć "Kodeks Konstantyna" bez ich znajomości. Na pewno nie popsują sobie zabawy, gdyż autor rzadko wspomina poprzednie wydarzenia, a jeśli już to ogólnikowo. Co ciekawe, o ile w poprzednich częściach pierwsze skrzypce grała wiara chrześcijańska, tak w tej powieści ważną rolę odgrywa islam. Jest on nawet porównywany z chrześcijaństwem - na podstawie Koranu i Biblii. Myślę, że to dobra lekcja religioznawstwa.

Już w poprzednich książkach profesor Jonathan Weber wzbudził moją sympatię, która po lekturze "Kodeksy Konstantyna" jeszcze się pogłębiła. Podoba mi się w nim to, że do wszystkiego podchodzi z właściwym naukowcom dystansem. Mimo że jest wierzący, woli sprawdzić kilka razy niż wysunąć pochopne wnioski w sprawie religijnych dokumentów. Co więcej, ma niezwykłą wiedzę z dziedziny teologii i historii oraz posługuje się biegle językami starożytnymi - hebrajskim, aramejskim i łaciną oraz nowożytnymi - np. greckim czy arabskim. Jego erudycja dziwi niekiedy jego żonę, którą wciąż czymś zaskakuje. Ma również specyficzne poczucie humoru (podchodzące pod czarny humor), które ją niejednokrotnie irytuje.

Choć Maier podważa doktrynę wiary chrześcijańskiej, to robi to bardzo delikatny sposób, by nie urazić niczyich uczuć religijnych. Nie szuka taniej sensacji, wprost przeciwnie. Wszystkie poglądy są stonowane. W posłowiu pisze, co jest fikcją literacką, a co faktami historycznymi. Trzeba przyznać, że historia wymyślona przez Maiera jest bardzo ciekawa i może budzić wiele emocji. Autor ma niezwykłą wiedzę z dziedziny historii, archeologii i teologii, co sprawia, że przedstawione w powieści wydarzenia stają się bardziej wiarygodne.

"Kodeks Konstantyna" to trzeci udany thriller Maiera. Powieść od pierwszych stron wciąga czytelnika i tak pozostaje już do końca. Autor potrafi umiejętnie budować napięcie za sprawą dozowania istotnych dla fabuły informacji. Do tego dochodzą nagłe zwroty akcji, które powodują, że nasze postrzeganie zmienia się jak w kalejdoskopie. Powieść jest napisana lekkim językiem, dzięki czemu czyta się ją dość szybko. Sporo w niej teologicznych zagadnień, które miejscami spowalniają akcję, ale na szczęście są one przystępnie wyjaśnione. Jak zawsze u Maiera zakończenie jest nieprzewidywalne. Powieść tę polecam każdemu, w szczególności miłośnikom thrillerów, powieści historycznych oraz tego niezwykłego autora.

Paul L. Maier jest amerykańskim pisarzem i wykładowcą historii starożytnej w Western Michigan University. Na swoim koncie ma ponad 200 artykułów naukowych i 13 powieści dla dorosłych i 6 dla dzieci. Warto wspomnieć, że "Kodeks Konstantyna" jest trzecią częścią trylogii o Jonathanie Weberze. Poprzednie części to: "Ślad życia, ślad śmierci" oraz "Coś więcej niż ślad". W Polsce ukazały się także powieści historyczne "Poncjusz Piłat" i "Rzym w płomieniach".







Autor: Paul L. Maier
Tytuł: "Kodeks Konstantyna"
Ilość stron: 422
Oprawa: miękka



Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Czytamy książki historyczne
Czytamy serie wydawnicze (Corpus delicti - wydawnictwo Promic)
Pod hasłem (homo sapiens)





Recenzja zgłoszona do wakacyjnego konkursu dla syndykalistów na najlepszą zbrodniczą recenzję lata 2013.



17 komentarzy:

  1. Nie wiem czy słusznie, ale ten autor, wnioskując po recenzji, przypomina mi Dana Browna :) Jeżeli podobieństwa mają jakieś odbicie w rzeczywistości, to chęnie sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo miałam napisać! Jak mogłeś uprzedzić mój komentarz!! :( :P

      Usuń
    2. Nie czytałam książek Browna, ale wydaje mi się, że on szuka bardziej taniej sensacji. Podczas gdy Maier ma te książki bardziej stonowane. Nie szokuje na siłę :)

      Usuń
    3. Pomyślałam to samo, ale to to już chyba będzie - wszystkie tego typu historie od razu będą się kojarzyły z Brownem. Skoro lubisz kryminały, to "powinnaś" przeczytać którąś z jego książek. Choćby dla porównania. :)

      Usuń
    4. Wiem, tylko na razie nie mam kiedy ;) Mam nawet film "Kod da Vinci" i też brakuje mi czasu na jego obejrzenie.

      Usuń
  2. Mam w domu inną książkę z serii Corpus delicti, która czeka, aż ją przeczytam - "Niespokojne kości". Na "Kodeks Konstantyna" na razie się nie nastawiam, ale przynajmniej poznałam nowe słowo - fatwa :D

    PS Wydaje mi się, że gdzieś ucięło Ci fragment tekstu: "Podejrzewają, że dużo może kryć się w Grecji, która słynie z . Jednak to jego żona Shanon przyczynia się do przełomu w poszukiwaniach." ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespokojne kości są jeszcze lepsze :) Przede mną teraz kolejna część - "W cieniu kaplicy". Dzięki, masz rację. Miałam dopisać i zapomniałam ;)

      Usuń
    2. W takim razie bardzo się cieszę :) nie ma sprawy ;)

      Usuń
  3. Jeżeli już miałbym po to sięgać to jednak musiałbym zabrać się najpierw po część poprzednią... Wybacz, ale bardziej związany jestem z chrześcijaństwem aniżeli z islamem :D. Jednak nawet po część pierwszą się na razie nie zabiorę, ponieważ w niewytłumaczalny sposób książek mi nabywa... a ja jeszcze muszę zrobić sobie na nie nową półkę :D. Dotychczasowa pęka w szwach ;).

    Spokojnej nocy :*!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z islamem nie mam nic wspólnego. Również znam temat przybywania książek - i to aż za bardzo :P To mnie już nie wystarcza regał i muszę kupić nowy. Na razie część zbiorów powędrowała do dziadków ;))

      Usuń
  4. Lubie bardzo czytać książki napisane przez rzetelnych, mających ogromną wiedzę na temat tego co piszą autorów. Nigdy nie słyszałam o tym autorze i stwierdzam, że bardzo chętnie zapoznam się z jego twórczością. Chciałabym jednak zacząć od pierwszego tomu:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Tak, najlepiej zacząć od powieści "Ślad życia, ślad śmierci". Ja też w takiej kolejności czytałam ;)

      Usuń
  5. Już słyszałam o tej książce i czytałam na jej temat wiele opinii, i były w większości pozytywne, sama na książkę mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na początek polecam Ci pierwszą część - "Ślad życia, ślad śmierci" :)

      Usuń
  6. Koniecznie muszę tę książkę przeczytać, dotyka bowiem tematu, który od zawsze mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super. A którego tematu - Biblii czy islamu? ;)

      Usuń
  7. Z zainteresowaniem przeczytałam Twoją recenzję, bo właśnie dostałam od wydawnictwa "Ślad życia, ślad śmierci" do zrecenzowania. Byłam ciekawa Twoich odczuć odnośnie innej książki tego autora. Recenzję "Śladu..." przeczytam nieco później - żeby się nie sugerować :)

    OdpowiedzUsuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)