Podobno najlepsze scenariusze, najbardziej zaskakujące, pisze życie. "Wybór Marty" Lidii Witek jest tego najlepszym przykładem.
Lidia Witek podczas pisana tej książki inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami. Historia tytułowej Marty oparta jest na faktach. Możemy nawet wysnuć przypuszczenie, że znała swoją bohaterkę osobiście. Dzięki temu książka nabiera większej wartości.
Główną bohaterką jest 31-letnia Marta Karwowska, zdolna i ambitna pani architekt. Dziewczyna ma dobra pracę i można powiedzieć, że jest szczęśliwa. Kręci się wokół niej Robert, kierownik z jej zakładu. Tak naprawdę ślub to tylko kwestia czasu. Wydaje się, że Marta ma zaplanowaną przyszłość. Nieoczekiwanie, w ciągu jednego dnia, wszystko się zmienia za sprawą jej lekkomyślnej decyzji. Marta postanawia pomóc córce swojego dalekiego kuzyna i adoptować jej niechciane dziecko. Tym samym przewraca swój uporządkowany świat do góry nogami. Czy ta decyzja zaważy na dalszym jej życiu? A może sprawi, że bohaterka spojrzy na świat innymi oczami?
Myślę, że mało kto podjąłby się takiej odpowiedzialności. Adoptował noworodka, nawet kogoś z dalekiej rodziny, postawił na szali swoją karierę i przyszłość. Jest to duże poświęcenie, zważywszy, że akcja dzieje się w latach 60. Nie były to łatwe czasy dla samotnych rodziców. Marta postrzegana jest jako dziwaczka. Jest przecież młoda, choć pewnie w tamtych czasach stara panna, całe życie przed nią. A mimo to decyduje się na taki heroiczny czyn.
W jej życiu ważną rolę odegrała Adela, przyszywana ciotka, sąsiadka z kamienicy na Pradze. Wiele razem przeżyły. Gdy wybuchła II wojna światowa, Marta miała zaledwie 9 lat. Ale wiele pamięta z tego okresu, szczególnie poświęcenie Adeli, gdy wzięła do domu małego chłopca, który został zabrany przez Niemców od rodziny. Ta dzielna kobieta robiła wszystko, łącznie z wyprzedawaniem swoich najcenniejszych rzeczy, by malcowi niczego nie zabrakło. Stała się ona wzorem dla Marty, która postanowiła postąpić podobnie, tyle że w innych czasach. Jak tłumaczy jednej z danych koleżanek: Gdybym przez kilka lat nie patrzyła na to wszystko, co zrobiła dla Stefka Adela, czego się dla niego wyrzekła, pewnie nigdy nie zaproponowałabym dziewczynie, że adoptuję jej dziecko. Odpowiedź Hanki bardzo ją zaskakuje: to co zrobiła kiedyś Adela, było uważane za czyn patriotyczny, a Twoja decyzja może być oceniona jako swego rodzaju dziwactwo.
W latach 60. były inne czasy. Ludzie patrzyli inaczej na pewne sprawy. Dziś nikogo by to nie dziwiło. Chce adoptować dziecko, jej sprawa, o ile jest w stanie zapewnić mu byt. Oczywiście samotne kobiety mają trudniej, ale nie są wytykane palcami. A jak było wtedy? Dozorczyni stanęła przy wózku, popatrzyła: Że też nie bała się pani brać? Wiadomo, co z tego wyrośnie? Cudze to zawsze cudze. Anita w biurze skwitowała sprawę krótko: Ty i dziecko?! Co ci znowu odbiło?! A personalna, kiedy Marta starała się o kilka dni urlopu, pozwoliła sobie na głośną uwagę: nikt nie kazał pani adoptować dziecka. Jeśli ktoś decyduje się na to, musi wiedzieć, że naraża się na różne kłopoty. Nawet matka, która była duchową podporą Marty odpisała: "Starałam nigdy nie narzucać Ci swojej woli. Postąpiłaś tak, jak uważałaś za słuszne. Nie dziw się jednak, że wolałabym, aby to było Twoje własne dziecko, a mój własny wnuk".
Tylko czy ktoś z nich zastanowił się, że Marta tak naprawdę nie miała wyboru? Miała pozwolić na aborcję młodej dziewczynie, która myślałaby o tym przez całe życie? A może oddać jej dziecko obcej osobie? Nie była to łatwa decyzja, ale zgodna z jej sumieniem. A to się chyba liczy najbardziej, a nie ludzkie gadanie.
"Wybór Marty" to słodko-gorzka powieść obyczajowa, pokazująca ludzkie rozterki i cierpienia. Książka napisana jest lekkim językiem, choć opisane są w niej trudne tematy. Dzięki temu czyta się ją w miarę szybko i nie przeraża nawet jej objętość (prawie 600 stron).
Dużym plusem są bohaterowie z krwi i kości, dzięki czemu stają się nam bliscy. Zaczynamy im dopingować. Witek pokazuje nie tylko losy Marty, lecz także otaczających ją ludzi. Towarzyszymy im w najważniejszych wydarzeniach, porażkach i sukcesach.
Akcja toczy się dwutorowo - bieżące wydarzenia (z lat 60.) przeplatają się z przeszłymi (głównie z lat 40.) za sprawą wspomnień Marty. Wraz z nią przenosimy się do ogarniętej wojną Warszawy, podpatrujemy tragedię jej mieszkańców. Witek specjalnie opisuje raz losy Marty, a raz Adeli, by pokazać podobieństwo między nimi. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć Martę. Zakończenie jest nieprzewidywalne, ale daje nadzieję na lepsze jutro.
Lektura ta skłania do refleksji na temat ludzkiego poświęcenia. Powstaje pytanie, ile jesteśmy w stanie zrobić dla drugiego człowieka? Czy podobnie zachowalibyśmy się w sytuacji Marty? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Myślę, że ta historia poruszy niejedno ludzkie serce. Polecam ją miłośnikom powieści obyczajowych z przesłaniem.
Lidia Witek podczas pisana tej książki inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami. Historia tytułowej Marty oparta jest na faktach. Możemy nawet wysnuć przypuszczenie, że znała swoją bohaterkę osobiście. Dzięki temu książka nabiera większej wartości.
Główną bohaterką jest 31-letnia Marta Karwowska, zdolna i ambitna pani architekt. Dziewczyna ma dobra pracę i można powiedzieć, że jest szczęśliwa. Kręci się wokół niej Robert, kierownik z jej zakładu. Tak naprawdę ślub to tylko kwestia czasu. Wydaje się, że Marta ma zaplanowaną przyszłość. Nieoczekiwanie, w ciągu jednego dnia, wszystko się zmienia za sprawą jej lekkomyślnej decyzji. Marta postanawia pomóc córce swojego dalekiego kuzyna i adoptować jej niechciane dziecko. Tym samym przewraca swój uporządkowany świat do góry nogami. Czy ta decyzja zaważy na dalszym jej życiu? A może sprawi, że bohaterka spojrzy na świat innymi oczami?
Myślę, że mało kto podjąłby się takiej odpowiedzialności. Adoptował noworodka, nawet kogoś z dalekiej rodziny, postawił na szali swoją karierę i przyszłość. Jest to duże poświęcenie, zważywszy, że akcja dzieje się w latach 60. Nie były to łatwe czasy dla samotnych rodziców. Marta postrzegana jest jako dziwaczka. Jest przecież młoda, choć pewnie w tamtych czasach stara panna, całe życie przed nią. A mimo to decyduje się na taki heroiczny czyn.
W jej życiu ważną rolę odegrała Adela, przyszywana ciotka, sąsiadka z kamienicy na Pradze. Wiele razem przeżyły. Gdy wybuchła II wojna światowa, Marta miała zaledwie 9 lat. Ale wiele pamięta z tego okresu, szczególnie poświęcenie Adeli, gdy wzięła do domu małego chłopca, który został zabrany przez Niemców od rodziny. Ta dzielna kobieta robiła wszystko, łącznie z wyprzedawaniem swoich najcenniejszych rzeczy, by malcowi niczego nie zabrakło. Stała się ona wzorem dla Marty, która postanowiła postąpić podobnie, tyle że w innych czasach. Jak tłumaczy jednej z danych koleżanek: Gdybym przez kilka lat nie patrzyła na to wszystko, co zrobiła dla Stefka Adela, czego się dla niego wyrzekła, pewnie nigdy nie zaproponowałabym dziewczynie, że adoptuję jej dziecko. Odpowiedź Hanki bardzo ją zaskakuje: to co zrobiła kiedyś Adela, było uważane za czyn patriotyczny, a Twoja decyzja może być oceniona jako swego rodzaju dziwactwo.
W latach 60. były inne czasy. Ludzie patrzyli inaczej na pewne sprawy. Dziś nikogo by to nie dziwiło. Chce adoptować dziecko, jej sprawa, o ile jest w stanie zapewnić mu byt. Oczywiście samotne kobiety mają trudniej, ale nie są wytykane palcami. A jak było wtedy? Dozorczyni stanęła przy wózku, popatrzyła: Że też nie bała się pani brać? Wiadomo, co z tego wyrośnie? Cudze to zawsze cudze. Anita w biurze skwitowała sprawę krótko: Ty i dziecko?! Co ci znowu odbiło?! A personalna, kiedy Marta starała się o kilka dni urlopu, pozwoliła sobie na głośną uwagę: nikt nie kazał pani adoptować dziecka. Jeśli ktoś decyduje się na to, musi wiedzieć, że naraża się na różne kłopoty. Nawet matka, która była duchową podporą Marty odpisała: "Starałam nigdy nie narzucać Ci swojej woli. Postąpiłaś tak, jak uważałaś za słuszne. Nie dziw się jednak, że wolałabym, aby to było Twoje własne dziecko, a mój własny wnuk".
Tylko czy ktoś z nich zastanowił się, że Marta tak naprawdę nie miała wyboru? Miała pozwolić na aborcję młodej dziewczynie, która myślałaby o tym przez całe życie? A może oddać jej dziecko obcej osobie? Nie była to łatwa decyzja, ale zgodna z jej sumieniem. A to się chyba liczy najbardziej, a nie ludzkie gadanie.
"Wybór Marty" to słodko-gorzka powieść obyczajowa, pokazująca ludzkie rozterki i cierpienia. Książka napisana jest lekkim językiem, choć opisane są w niej trudne tematy. Dzięki temu czyta się ją w miarę szybko i nie przeraża nawet jej objętość (prawie 600 stron).
Dużym plusem są bohaterowie z krwi i kości, dzięki czemu stają się nam bliscy. Zaczynamy im dopingować. Witek pokazuje nie tylko losy Marty, lecz także otaczających ją ludzi. Towarzyszymy im w najważniejszych wydarzeniach, porażkach i sukcesach.
Akcja toczy się dwutorowo - bieżące wydarzenia (z lat 60.) przeplatają się z przeszłymi (głównie z lat 40.) za sprawą wspomnień Marty. Wraz z nią przenosimy się do ogarniętej wojną Warszawy, podpatrujemy tragedię jej mieszkańców. Witek specjalnie opisuje raz losy Marty, a raz Adeli, by pokazać podobieństwo między nimi. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć Martę. Zakończenie jest nieprzewidywalne, ale daje nadzieję na lepsze jutro.
Lektura ta skłania do refleksji na temat ludzkiego poświęcenia. Powstaje pytanie, ile jesteśmy w stanie zrobić dla drugiego człowieka? Czy podobnie zachowalibyśmy się w sytuacji Marty? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Myślę, że ta historia poruszy niejedno ludzkie serce. Polecam ją miłośnikom powieści obyczajowych z przesłaniem.

Tytuł: "Wybór Marty"
Ilość stron: 592
Oprawa: miękka
Książka przeczytana w ramach wyzwań:
Czytam opasłe tomiska
Czytamy książki historyczne II
Czytamy powieści obyczajowe
Czytamy serie wydawnicze (Okna - wydawnictwo Promic)
Jasna strona mocy
Motyw zdrady w literaturze
Polacy nie gęsi II
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (5,5 cm)
Rekord 2014 (3)
Trójka e-pik (współczesna literatura polska)
Wygląda zachęcająco, ale ja jednak obie odpuszczę ;) Przynajmniej na razie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
M.
Rozumiem, że taka tematyka nie każdemu pasuje :)
UsuńOstatnio z wielkim trudem poszukuję czegoś z głębią - z przesłaniem - więc chętnie bym tę książkę przeczytała :)
OdpowiedzUsuńMoże znajdę ją w bibliotece :D
To powinna Ci się spodobać ta książka :) Myślę, że powinna być w bibliotece, jak nie to wydanie, to starsze z inną okładką ;)
UsuńKsiążkę mam, ale jeszcze jej nie czytałam, bo trochę mnie przeraża jej objętość, ale zapewne kiedyś przyjdzie na nią kolej.
OdpowiedzUsuńNiepotrzebnie Cię przeraża jej objętość, podczas czytania strony nikną w oczach ;)
UsuńZ miłą chęcią ją przeczytam i bardzo jestem ciekawa zakończenia
OdpowiedzUsuńTo wkrótce będziesz miała okazję na jego poznanie ;)
UsuńJa tam lubię cegiełki zmuszające do refeleksji i poruszające wrażliwość
OdpowiedzUsuńJednym słowem to książka w sam raz dla Ciebie :)
UsuńBardzo mnie zacheciłaś. Poruszające tematy.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że będziesz miała okazję ją przeczytać. Powinna Ci się spodobać :)
UsuńZ chęcią bym ją przeczytała - przekonałaś mnie zdecydowanie;) Poza tym to moja imienniczka;P
OdpowiedzUsuńTo koniecznie musisz ją poznać, skoro imienniczka :)
UsuńTo objętościowo dość obszerna powieść, ale lubię książki obyczajowe, więc mnie to nie przeraża.
OdpowiedzUsuńTo cieszę się, że Cie nie przeraża. Jest więc szansa że przeczytasz, naprawdę warto :)
UsuńJestem poważnie zaciekawiona :)
OdpowiedzUsuńI o to chodziło :)
UsuńOd czasu do czasu lubię sięgać po powieści obyczajowe. Wtedy nie ma znaczenia jak obszerna jest dana pozycja. Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga i zapewniam, że będę tutaj zaglądać częściej:)
OdpowiedzUsuńSkoro czytasz, to tę książkę powinnaś poznać. I ja się cieszę, że mnie odwiedziłaś i zapraszam ponownie :)
UsuńKsiążkę czytałam i bardzo mi się podobała :)
OdpowiedzUsuńTo tak jak mnie :)
UsuńPodobała mi się ta książka, chociaż zabrakło mi w niej lepszego opisu komunistycznej rzeczywistości. Prawie w ogóle nie można odczuć, że akcja dzieje się w latach 60 XX wieku. Ale poza tym powieść jest super, bardzo zasmuciło mnie zakończenie, współczułam głównej bohaterce bardzo.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście autorka prześlizgnęła się trochę nad tym tematem, ale ile wtedy ta książka miałaby stron. Mnie zastanawia natomiast, dlaczego nic nie wiadomo o autorce, jedynie tyle, że zmarła w 2011 roku. Ani jak wyglądała, ani kiedy się urodziła, ani co robiła. I dlaczego dopiero po tylu latach zdecydowała się opisać tę historie. Dobrze, jakby była jakaś notka na ten temat. Ja przez całą książkę współczułam Marcie i kibicowałam jej. Co do zakończenia, jest jak cała książka słodko-gorzkie ;)
UsuńMoże autorka opisała swoje losy i dlatego chciała zachować anonimowość? Ale fakt, to dziwne, że udało jej się te wszystkie informacje ukryć i że nie wypłynęły nawet po jej śmierci.
UsuńByć może jej losy albo bliskiej jej osoby.
UsuńKsiążka na faktach? To lubię! Tematyka też jak najbardziej mi odpowiada. A tak po cichu to podziwiam takich ludzi. Nie wiem czy sama miałabym odwagę, żeby podjąć takie wyzwanie.
OdpowiedzUsuńCoś czuję, że by Ci się spodobała :) Ja też podziwiam, choć też nie wiem, czy bym się zdecydowała na adopcję. Zresztą i tak by się nie zgodzili w mojej sytuacji :P
UsuńSporo objętościowo, ale historia wydaje mi się warta uwagi.
OdpowiedzUsuńWarto poznać tę książki mimo jej objętości :)
UsuńZapowiada się super, jak będę mieć czas na pewno po nią sięgnę :) Bo jednak trzeba trochę poświęcić książce, której objętość nie jest najmniejsza :)
OdpowiedzUsuńTrochę czasu rzeczywiście zajmuje, ale warto go poświęcić :)
UsuńSłuchałam tego parę lat temu, na kasetach z wypożyczalni dla niewidomych. Bardzo dobra książka, poruszyła mnie do tego stopnia, że pamiętam do dzisiaj. Polecam :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie :)))
Książka rzeczywiście jest poruszająca. Nawet nie wiedziałam, że jest także audiobook :)
UsuńCieszę się, że zajrzałam głębiej w Twój blog i znalazłam taka perełkę. Muszę ją dopaść i przeczytać :)
OdpowiedzUsuńKoniecznie, bo to naprawdę wartościowa lektura :)
Usuń