piątek, 28 lutego 2014

"Niedziela, która zdarzyła się w środę" - zbiór reportaży

"Miałem szczęście być świadkiem, kiedy pewnym ludziom w środę przydarzyła się niedziela. To moja pierwsza książka reporterska" - wspomina Mariusz Szczygieł.

Reportaż nie jest łatwą formą przekazu. Można zatracić obiektywizm albo za bardzo "się napuszyć" przy jego tworzeniu. A przecież taki tekst powinien być przeznaczony dla każdego. Powinien być napisany językiem prostym i bliskim zwykłym ludziom. Na szczęście reportaż w Polsce ma się całkiem dobrze, o czym świadczy "Niedziela, która wydarzyła się w środę" Mariusza Szczygła.

Autor opisuje w nim polskie realia w latach 90. Mnie okres ten kojarzy się głównie z zabawą na trzepaku, graniem w gumę czy wymienianiem się kolorowymi karteczkami z koleżankami z podwórka. Pamiętam jeszcze, że płaciło się wtedy tysiącami, a zarabiało miliony. Co z tego, jak pieniądz miał małą wartość. Autor przybliża tamte czasy. Książka podzielona jest na 16 rozdziałów, a każdy z nich pokazuje inną historię.

Najbardziej spodobał mi się rozdział "Poczet pokrzywdzonych w III RP". Jedną z bohaterek była Helena Zamorska z Wrocławia, która poskarżyła się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na użycie niepokojącej pieczątki. Otóż, gdy poszła pewnego dnia do urzędu dzielnicowego, wstemplowano jej do dowodu osobistego jakiś 11-cyfrowy numer. Zaniepokojona zgłosiła sprawę do Rzecznika, gdyż chciała się dowiedzieć, o co chodzi. Jak opisuje to zdarzenie Mariusz Szczygieł: Urzędniczka nie umiała wyjaśnić dlaczego wbija pieczątkę i jakie stempel ma znaczenie. Helena Z. oburzyła się: nie pytając o zgodę ktoś zadysponował jej dowodem osobistym i jeszcze nie potrafi się z tego wytłumaczyć. Helena Z. przypomniała sobie: numeruje się rejestrowane prostytutki! Jak to się skończyło, tego nie zdradzę. Wspomnę jedynie, że wnioski są zabawne i smutne zarazem.

Ciekawy jest także rozdział "Polska w ogłoszeniach". Zadziwiające jest to, co ludzie w nich pisali. Najbardziej osobliwe to: "Sprzedając kamienie żółciowe, zarobisz fortunę". Peter Zuzek skupuje suche kamieniej żółciowe. Koloru brązowego, bo rdzawy farbuje. Za 1 gram całych płaci 8 USD. Nie kupuje kamieni pokrytych białą pleśnią ani rurek z przewodów żółciowych. Osobistej dostawy tylko po ustaleniu terminu. Jednakże okazuje się, że chodzi o kamienie bydlęce, a nie ludzkie. Inne, pokazuje, jak ludzie kombinowali: "Przyjmę reklamę na antenę satelitarną. Mam balkon w centrum Babimostu". Jak można się podziewać, nie było odzewu.

Jako miłośniczkę kryminałów zainteresował mnie także rozdział "Mord polski", w którym zostają przestawione statystyki dotyczące zabójstw w 1993 roku. Okazuje się, że popełniono ich aż 1106, był to rekord w powojennej Polsce. Mariusz Szczygieł opisał kilka przypadków tych morderstw, w tym na zamówienie.

Największe kontrowersje wzbudził reportaż "Onanizm polski", o czym pisze Szczygieł w postscriptum zatytułowanym "Listy do onanisty". Podobno ludzie zwracało "Gazetę Wyborczą", w której został wydrukowano ten artykuł. Po reportażu nadeszły do redakcji listy, z których wiadomo, że tekst jest "szokujący", "pokrętny", "rewelacyjny". Jest także "parszywym montażem". Czytano go z "wielką przyjemnością", "z niesmakiem", "z obrzydzeniem". Autor reportażu dla niektórych jest "imponująco odważny", dla innych "z mózgu obrany".

Reportaże miejscami bawią czytelnika, miejscami skłaniają do refleksji. Na pewno nie da się przejść wobec nich obojętnie. To taki powrót do przeszłości, nie zawsze wesołej. Mariusz Szczygieł zestawił w swojej książce różnorodnych bohaterów, m.in. pracowników podupadającego zakładu Elwro, kobietę, która jest zaradna a mimo to bezrobotna oraz mężczyznę, który miał dla autora "gorący" temat na reportaż. Szczygieł pisze także o budowie sanktuarium w Licheniu czy o radiu Maryja.

Warto wspomnieć także o fotografiach Witolda Krassowskiego, których nie było w pierwszym wydaniu książki z 1996 roku. Stanowią one duży walor, gdyż znakomicie ilustrują tamte czasy. Zostały uchwycone na prawdziwych negatywach, gdyż nie było jeszcze aparatów cyfrowych. Polecam tę książkę miłośnikom reportaży oraz Mariusza Szczygła. Chętnie przeczytałabym inne reportaże tego autora.

Moją relację ze spotkania z Mariuszem Szczygłem, który opowiada o tajnikach reportażu, możecie przeczytać tutaj.

Mariusz Szczygieł (ur. 1966) jest dziennikarzem i reportażystą, a także laureatem Europejskiej Nagrody Literackiej. Zaczął pisać w 1986 roku, tuż po maturze, w tygodniku "Na przełaj". Na jego łamach ukazał się jego pierwszy artykuł "Nie róbcie sensacji". Na swoim koncie ma m.in. książki "Gottland", "Zrób sobie raj" oraz "Laska nebeska".










Autor: Mariusz Szczygieł
Tytuł: "Niedziela, która zdarzyła się w środę"
Ilość stron: 256
Oprawa: miękka













Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Europa da się lubić (I poziom - Polska)
Historia z trupem
Jasna Strona Mocy (256 stron)
Nie tylko literatura piękna
Polacy nie gęsi II
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2 cm)
Rekord 2014 (27)
Trójka e-pik (jaki kraj, taki obyczaj)
W 200 książek dookoła świata (Polska)
Wyzwanie biblioteczne



18 komentarzy:

  1. Lata 90. to również czas mojego dzieciństwa, więc chętnie przeczytam o tym jak wyglądała nasza rzeczywistość tuż po przemianach. Rzadko czytam reportaże, ale chyba muszę to zmienić, bo mogą być prawdziwą kopalnią wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero mój 3. reportaż, więc też nie jestem jakąś wielką fanką. Ale ta książka mi się podobała :)

      Usuń
  2. Uwielbiam reportaże Szczygła, nie potrafię tego dokładnie sprecyzować, ale jego teksty mają w sobie coś, co bardzo do mnie trafia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero moje pierwsze spotkanie z reportażem tego autora, ale myślę, że nie ostatnie :)

      Usuń
  3. Uwielbiam reportaże i do tego lata 90, które wspominam z wielką nostalgią. Super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Totalnie się z Tobą zgadzam. Reportaż wcale nie jest łatwą formą. A Szczygła sobie cenię z wyborczej, przeczytałabym "Laskę nebeską" lub cokolwiek, żeby się przekonać czy warto. Bardzo cenię sobie wydawnictwo Czarne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele się dowiedziałam o reportażu na spotkaniu ze Szczygłem - bardzo mnie nim zainteresował. "Laski nebeskiej" jeszcze nie czytałam, ale planuję. Ja z wydawnictwa Czarne czytałam dopiero dwie książki, w tym jeden kryminał ;)

      Usuń
  5. Lubię Szczygła, więc chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam okazję poznać Szczygła na żywo. Potrafi opowiadać o reportażu z taką pasją - za Jego sprawą postanowiłam zacząć je czytać. Bo jak na razie poznałam jedynie "Cesarza" Kapuścińskiego oraz "Kronikę końca świata" Mielca. I teraz "Niedzielę..." ;)

      Usuń
  6. Rzeczywiście reportaż to szczególna forma literacka, na której bardzo łatwo "polec"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dlatego nie każdy potrafi je pisać :)

      Usuń
  7. Mam na półce i bardzo się z tego cieszę :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Szczygła, ale ta książka jakoś mi umknęła. Notuję ku pamięci i być może uda mi się ją przeczytać. Zapraszam do wyzwania z kapitanem Żbikiem na podsumowanie i gratuluję aktywności. Może da się Mariusza Sz. podciągnąć z "Mordem polskim" pod polskie kryminały? Było nie było, nieboszczyk był. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero poznaję tego autora. Dzięki, zaraz wpadnę. W sumie można podciągnąć, bo jest o morderstwach, tylko niestety prawdziwych ;)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawa recenzja. Bardzo lubię Kapuścińskiego - a to przecież "król reportaży", wiec może i Szczygieł mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, to w dużej mierze zasługa książki :) Czytałam jedynie "Cesarza" Kapuścińskiego, ale się przymierzam do innych jego książek ;)

      Usuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)