środa, 4 listopada 2015

Spotkanie autorskie Ewy Podsiadły-Natorskiej

29 października w warszawskim Matrasie przy ul. Nowy Świat 41 odbyło się spotkanie z Ewą Podsiadły-Natorską, autorką książki "Błękitne dziewczyny".

Ewa Podsiadły-Natorska jest debiutującą pisarką z Radomia. Niedawno ukazała się jej pierwsza powieść - "Błękitne dziewczyny" o kobietach, które biorą los w swoje ręce, dla których im gorzej, to w zasadzie lepiej, bo to jest większe wyzwanie. Z tej okazji zorganizowano spotkanie, które poprowadził Damian Gajda, dziennikarz z tygodnika "Gala".


Jak się czuła autorka, trzymając w ręku swoją pierwszą książkę? - Czuję się wspaniale, nie ukrywam. Kiedy spełnia się marzenie, największe w zasadzie marzenie, bo można się czuć tylko cudownie. Te emocje były, są i myślę, że jeszcze będą przez pewien czas, bo pierwsze recenzje się pojawiają teraz. Ale naprawdę jest cudownie i życzę każdemu, żeby mu się spełniły marzenia.

Głównymi bohaterkami w książce Ewa Podsiadły-Natorskiej są kobiety. Jednak jest jeszcze jeden ważny bohater - Radom, miasto, z którego pochodzi autorka, w którym żyje na co dzień. Czy lubi swoje miasto?

- Od początku był pomysł, by akcję umieścić w mieście mi bliskim. Koncepcja „Błękitnych dziewczyn” jest taka, że możemy sobie życie ułożyć wszędzie - przyznała Ewa Podsiadły-Natorska. - Poznałam wiele osób w moim życiu, które są dowodem na to, że nie musisz mieszkać w wielkim mieście, w metropolii, gdzie jest ciut łatwiej, żeby sobie to życie ułożyć. W Radomiu się urodziłam, w Radomiu zostałam, w Radomiu mam przyjaciół, rodzinę, to jest miasto, w którym naprawdę da się żyć. To jest moje miejsce na Ziemi. Wiele osób nie dowierza, że jak to możliwie, ten Radom owiany złą sławą, a jednak okazuje się, że można - dodała.



Podobno Radom to najgorsze miejsce do życia - z czego się bierze taka opinia o tym mieście? - Nie wiem, o co chodzi z tym Radomiem. Znam w tym mieście wiele niesamowitych osób. Wiele wspaniałych rzeczy spotkało mnie w tym mieście. Na pewno w Warszawie możliwości dla młodych ludzi jest więcej. Niektórzy się skarżą, że nie ma pracy, że nic się nie dzieje, szaro, beznadzieja, itd. Jeśli ktoś liczy na gwiazdkę z nieba, to taki Radom nie spełni jego oczekiwań - powiedziała Ewa Podsiadły-Natorska.

Bohaterka książki Ewy Podsiadły-Natorskiej dzieli kobiety na 3 typy: szare - pesymistki, niezadowolone z życia, pomarańczowe - kobiety, które tkwią w zawieszeniu i nie bardzo wiedzą, co robić oraz błękitne - dziewczyny, które akceptują swoje życie, biorą los w swoje ręce i zaczynają działać. Do którego typu zalicza się autorka? Stara się być błękitna, gdyż spotkała wiele takich cudownych kobiet w swoim życiu, które są wyjątkowe, bardzo ambitne i przebojowe. Jednak bywają dni, że jest pomarańczowa, a nawet szara.

W życiu głównej bohaterki miłość schodzi trochę na dalszy plan, jest nadmiar i niedosyt. Być może wątek ten zaplanowany jest na kontynuację (autorka nie chciała tego zdradzić). Ale czy bez miłości można być szczęśliwym?  - Istnieją osoby, które żyją bez miłości i są szczęśliwe. Ja bym nie mogła, ale każdy człowiek jest inny - przyznała autorka. - Chciałam napisać książek, w której pokażę, że nie tylko małżeństwo jest sensem życia kobiety - dodała.


Ewa Podsiadły-Natorska stawia na kobiecą solidarność. - Uwielbiam, jak kobiety się wspierają i coś wspólnie osiągają. Często w Polsce jest tak, że jak się komuś coś uda, to jest zazdrość. I to często wśród kobiet. Widziałam to na własne oczy, że się rozpadały wielkie przyjaźnie, bo się którejś koleżance się powiodło w życiu. To jest bezsens moim zdaniem. Ja jestem taką osobą, którą sukcesy innych motywują. Ja się naprawdę tak cieszę - powiedziała pisarka.

W książce bardzo ważnym aspektem jest także przyjaźń. Co jest dla autorki najważniejsze w przyjaźni, oprócz solidarności i porozumienia? Czy też ma takie przyjaciółki jak bohaterki książki? - Mam przyjaciółkę, z którą się znamy dwadzieścia parę lat, mimo że ona mieszka teraz w Warszawie, a ja w Radomiu. Co buduje taką przyjaźń? Trochę jak bohaterki mojej książki, że one mogą na siebie liczyć. Myślę, że to jest najważniejsze. Potrzebna jest taka pewność, że możesz tej osobie wszystko powiedzieć, że nie kalkulujesz. Są takie przypadki, że pojawia się w tyle głowy, a tego nie powiem, bo to może nie bardzo. To jest właśnie istota przyjaźni, żeby się ni zastanawiać nad takimi rzeczami, mówicie sobie wszystko. Kaja ma takie przyjaciółki, życzyłabym sobie, żeby każda Polka miała taki przyjaciółki - przyznała Ewa Podsiadły-Natorska.

Skąd pomysł, by napisać książkę? Ewa Podsiadły-Natorska na co dzień jest dziennikarką. - Piszę odkąd pamiętam. Jakoś nie mam problemu, żeby się przestawić z pisania książki na artykuły i na odwrót. Ja tak uwielbiam pisać i to jest dla mnie tak naturalne jak oddychanie. Wręcz mi brakuje, jak nie piszę. Siadam, przestawiam się, zamykam artykuły, chwila oddechu, patrzę w notatki i zaczynam pisać książkę - zdradziła pisarka. Przyznała także, że nie ma syndromu pustej karki, wręcz pisze za dużo, za szybko. Pisze u siebie w domu, nie może wszędzie, np. w pociągu. Gdy pisze, odcina się od świata, jest jakby w amoku.


Ewa Podsiadły-Natorska stwierdziła, że Polki są bardzo zakompleksione i miała potrzebę wyrwania z tego kobiet za sprawą swojej powieści. Marzy o tym, by stała się dla nich inspiracją. Czekała na nią ponad rok (od sierpnia 2014 roku). Myślała, że ta jesień nigdy nie nadejdzie, a jednak szybko mija czas. To czekanie było momentami straszne, ale warto było.

Autorka opowiadała, czy też się czuje niepoprawną idealistką jak Kaja, bohaterka jej książki, jaką drogę trzeba pokonać, by dojść do błękitu, o portalu Szczęśliwe Polki, który rzeczywiście istnieje (bohaterki zapisują na kartkach rzeczy, z których są dumne) oraz o tym, jaka jest Jej definicja szczęścia oraz jak pisanie książki wpłynęło na jej życie.

Był także czas na pytania uczestników, których najbardziej interesowało, kiedy ukaże się druga część (już powstała, teraz pisze trzecią) oraz skąd pomysł na zamieszczenie przepisów na końcu książki.

Po spotkaniu można było zdobyć autograf od Ewy Podsiadły-Natorskiej. Przy okazji zrobiłam sobie zdjęcie z autorką na książce, którą otrzymałam z wydawnictwa Akurat (miła niespodzianka):



Relacja ukazała się także tutaj.

6 komentarzy:

  1. Nie znam twórczości autorki, choć o niej słyszałam. Świetna fotorelacja. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie może się skusisz na tę lekturę. Dzięki :)

      Usuń
  2. Ja też otrzymałam tę książkę całkiem niespodziewanie. Uwielbiam takie spotkania autorskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię takie spotkania :)

      Usuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)