środa, 29 maja 2013

Ludzie listy piszą, czyli jak odnaleźć "Zagubione szczęście"?

Czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje w listami, które są źle zaadresowane lub nie mają naklejonego znaczka? Odpowiedź na to pytanie kryje się w powieści Toma Wintera.

Główną bohaterką jest 38-letnia Carol, która czuje się nieszczęśliwa jako żona i matka. Jak sama twierdzi, ma za męża skończonego palanta, a mimo to żyje z nim już 18 lat. Poza tym nie potrafi porozumieć się z nastoletnią córką. Moje życie jest jak czekoladowy suflet. Spędzasz godziny na przygotowaniu, a gdy wyciągasz z piekarnika, wygląda jak przygnieciony kot. Niby żadna tragedia, po prostu nie taki powinien być. Jedno wielkie rozczarowanie. Na rodziców też nie może liczyć, gdyż ojciec jest warzywem na wózku, a matka ma osobowość toksycznego wysypiska.

Przyjaciółka podpowiada jej, by zaczęła pisać listy, w których wyrazi cały swój żal do wszechświata. I tak Carol zaczyna przelewać swoje myśli na papier. Następnie koperty bez adresu i znaczka wrzuca do skrzynki pocztowej – przecież i tak jej listy do nikogo zostaną zniszczone. A gdyby jednak je ktoś czytał?

I tak dzieje się w tym przypadku. Listy Carol trafiają do Alberta, pracownika poczty, który tuż przed emeryturą zajmuje się sortowaniem niedoręczonej korespondencji. Wyróżniają się one wśród tych skierowanych do Świętego Mikołaja czy do Boga. Biała koperta, bez adresu, nie najlepszej jakości, ale też nie najgorszej. A w rogu uśmiechnięta buzia. I nie chodzi tylko o ich wygląd. Tajemnicza kobieta chce podzielić się z kimś swoimi troskami. Jest w nich zawarte wołanie o pomoc. Z każdym kolejnym listem, których Albert wyczekuje z niecierpliwością, zaczyna odczuwać więź z tą kobietą. Szczególnie, że sam także jest samotny i nieszczęśliwy – po śmierci żony mieszka jedynie z kotką. Powoli staje się jej powiernikiem, choć ona nie wie o jego istnieniu.

"Zagubione szczęście" nie jest kolejną banalną historią miłosną. Książka zmusza do zastanowienia się nad życiem, nad swoimi uczuciami. Powieść pokazuje, że każdy człowiek potrzebuje kogoś bliskiego, któremu może powierzyć swoje zmartwienia, kogoś, kto będzie z nim w trudnych chwilach. Być może pomysł jest mało oryginalny, ale jego wykonanie jest całkiem zgrabne. Tom Winter świetnie połączył wątki Carol i Alberta, które przeplatają się ze sobą. Dzięki temu możemy zobaczyć wydarzenia z dwóch perspektyw. Choć w powieści zastosowana jest narracja trzecioosobowa, możemy także poznać myśli i emocje Carol i Alberta. Ciekawym pomysłem jest wprowadzenie czasu teraźniejszego, tak jakby wydarzenia działy się na naszych oczach.

Powieść czyta się szybko, dzięki krótkim kilkustronicowym rozdziałom i zastosowaniu lekkiego, zabawnego języka okraszonego ironią. Przedstawiona historia wciąga czytelnika od pierwszych stron i nie można się od niej oderwać. Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się styl Wintera, który skonstruował słodko-gorzką opowieść o życiu naszpikowaną trafnymi porównaniami. Książka miejscami bawi, miejscami wzrusza czytelnika. Co więcej, mogłam wprost poczuć ból bohaterów spowodowany poczuciem samotności, niespełnienia, ale także ich nadzieję na lepsze jutro. Lektura ta niesie ze sobą dużą dawkę optymizmu.

Jedynym małym mankamentem powieści jest zbyt szybkie zakończenie. Moim zdaniem autor mógł trochę dłużej potrzymać czytelnika w niepewności. Ale to dopiero jego początki, więc można mu wybaczyć. Dlatego polecam tę powieść miłośnikom powieści obyczajowych, którzy lubią tego typu historie.

Tom Winter jest początkującym angielskim pisarzem mieszkającym w Niemczech. "Zagubione szczęście" to jego debiut literacki i muszę przyznać, że całkiem dobry. Chętnie przeczytałabym kolejną jego książkę.





Autor: Tom Winter
Tytuł: "Zagubione szczęście"
Ilość stron: 288
Oprawa: miękka






Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Czytamy powieści obyczajowe
Debiuty pisarskie
Od A do Z (tytuł z literką Ę)
Pierwsze słyszę!
Trójka e-pik (powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych)
W prezencie (literka Z)





18 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nie spotkałam się z takim pomysłem, dla mnie więc całkiem oryginalny ;) książki napisane w czasie teraźniejszym trochę dziwnie mi się czyta, jestem zdecydowanie przyzwyczajona do czasu przeszłego. A jeśli chodzi o "Zagubione szczęście" to nie wiem, powieści obyczajowe nie należą do moich ulubionych.

    PS Wypożyczyłam "Ciało obce" Cooka, czytałaś? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo lubię powieści obyczajowe, tylko raczej osadzone w polskich realiach. Ale ta akurat mi się spodobała. A czas teraźniejszy był moim zdaniem fajnym zabiegiem w tej książce. :)

      Czytałam, należy do cyklu o Laurie Montgomery i Jacku Stapletonie, których uwielbiam. Tylko to 8 książka, więc nie wiem, jak Ci się spodoba bez znajomości poprzednich. ;)

      Usuń
    2. W niektórych książkach pewnie się sprawdza :)

      Mam nadzieję, że znajomość poprzednich nie jest konieczna ;) wzięłam pierwszą, którą znalazłam w bibliotece, może to nie był najlepszy pomysł... ale zobaczę, najwyżej jak z tą będzie coś nie tak, to potem spróbuję po kolei ;)

      Usuń
    3. Każda książka opisuje odrębną historię. Będą jedynie wzmianki z życia osobistego Laurie i Jacka z poprzednich części, ale powinnaś zorientować się w sytuacji. ;)

      Usuń
  2. Widzę, że zgadzamy się co do zakończenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślałam, że zupełnie inaczej to się zakończy. Chyba trochę mało prawdopodobne to wszystko. Ale ogólnie pomysł ciekawy. ;)

      Usuń
  3. Dość ciekawy pomysł, mi się od razu skojarzyło z filmem List w Butelce. Nie wątpię ciekawa pozycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O filmie słyszałam, ale nie widziałam ;) Muszę przyznać, że była to dla mnie miła odmiana, zważywszy, że ostatnio czytam prawie same kryminały :P

      Usuń
  4. Czytałam jedną recenzję tej książki i byłam nawet, nawet zaciekawiona :) Chyba u AnnRK. Pomysł bardzo ciekawy, może latem przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przy niej bardzo odprężyłam, więc myślę, że na lato w sam raz. ;)

      Usuń

  5. Również czytałam recenzję u AnnRK i już wtedy zapragnęłam ja przeczytać.Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie w tym przekonaniu utwierdziła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, jest naprawdę wciągająca i lekka. W sam raz na jeden wieczór. :)

      Usuń
  6. Zaskoczyłaś mnie! Myślałam, że lubisz tylko kryminały :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynałam od powieści obyczajowych. Potem zaczęłam przygodę z Agathą Christie, a na koniec z innymi autorami kryminałów. ;))

      Usuń
  7. Autor wpadł na dość ciekawy pomysł na książkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. czy carol rozwiedzie się z mężem?poproszę o spojler:)

    OdpowiedzUsuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)