środa, 15 maja 2013

"Amy, moja córka" – wzruszająca biografia Mitcha Winehouse’a

"Marzę, by występować na scenie. To mój życiowy cel. Chcę, by ludzie, słysząc mój głos, mogli po prostu… zapomnieć choć na chwilę o swoich troskach. Chcę przejść do historii jako aktorka i piosenkarka" - napisała Amy w wieku 12 lat. I jej marzenie po części się spełniło.

Książka upamiętnia jedną z największych gwiazd rocka minionej dekady - Amy Winehouse. Brytyjska piosenkarka zadebiutowała w 2003 roku płytą Frank, która wzniosła ją na szczyty sławy. Jej najbardziej znaną piosenką jest Rebah. Zasłynęła także licznymi skandalami, w tym rozwodem po dwóch latach małżeństwa. Przyznała się publicznie, że ma depresję i cierpi na bulimię. Była także uzależniona od narkotyków, alkoholu i papierosów. Niestety jej kariera nie trwała długo. Zmarła w 2011 roku, w wieku 27 lat, z powodu wstrząsu wywołanego wypiciem dużej ilości alkoholu (w Jej krwi były 4 promile).

W rok po śmierci Mitch Winehouse postanowił podzielić się swoimi wspomnieniami o Amy, swojej ukochanej córce i jednocześnie wielkiej gwieździe, która miała problemy z uzależnieniem. Poznajemy jej losy od chwili narodzin, poprzez lata sławy, aż do tragicznego finału...

Dlaczego powstała ta książka? Jak pisze autor we wstępie: czułem, że muszę opowiedzieć prawdziwą historię życia Amy. Zbyt krótkie życie Amy było niczym przejażdżka kolejką górską w wesołym miasteczku. Byłem nie tylko jej ojcem, ale także przyjacielem, powiernikiem i doradcą. Co prawda nie zawsze słuchała moich rad, ale zawsze liczyła się z moim zdaniem.

Mitch przedstawia Amy jako kochającą córkę, siostrę, wnuczkę i przyjaciółkę. Z przedstawionej opowieści wyłania się obraz kobiety o wielkim sercu i magicznym, hipnotyzującym głosie. Nie jest to jednak subiektywna biografia spisana przez ojca zapatrzonego w swoją córkę jak w obrazek. Autor stara się być obiektywny, dlatego pisze zarówno o jej zaletach jak i wadach. Dowiadujemy się, że nie była grzecznym dzieckiem i przysparzała rodzicom wielu trosk. Lubiła chować się tak, by nikt jej nie odnalazł, szczególnie w centrach handlowych czy udawała, że się krztusi na oczach obcych ludzi. Im większa publika, tym lepiej. Sprawiała problemy wychowawcze także w szkole, w której się nudziła.

Co mi się nie spodobało, to pokazywanie Amy na tle jej brata Alexa. Chodzi o opisywanie, jak zachowywało się każde z nich w podobnej sytuacji. Moim zdaniem może to być krzywdzące dla Alexa, który przecież nadal żyje. Mitch opisuje także powody swojego rozstania z żoną - Janis. Odnosi się wrażenie, że się usprawiedliwia. Być może miało to wpływ na problemy Amy, która miała zaledwie 10 lat, gdy jej rodzice się rozwiedli.

Książka stanowi szczerą i wzruszającą podróż przez życie prywatne i publiczne najbardziej utalentowanej artystki młodego pokolenia. Zawiera osobiste historie i najbardziej intymne wspomnienia. W dodatku została zbogacona fotografami rodzinnymi oraz wizerunkami laurek i kartek okazjonalnych, które Mitch otrzymywał od swojej córki. Przywoływane są w niej także różne wypowiedzi zarówno Amy jak i osób z jej otoczenia. Dzięki temu nie jest to interesująca lektura.

W podaniu o przyjęcie do Szkoły Teatralnej Sylvii Young Amy napisała: moim największym marzeniem jest wielka sława. Marzę, by występować na scenie. To mój życiowy cel. Chcę, by ludzie, słysząc mój głos, mogli po prostu… zapomnieć choć na chwilę o swoich troskach. Chcę przejść do historii jako aktorka i piosenkarka, zasłynąć wyprzedanymi do ostatniego biletu koncertami i przedstawieniami na West Endzie i Broadwayu. Miała wtedy 12 lat! I poniekąd jej marzenie się spełniło, przeszła do historii. Szkoda tylko, że z powodu swojej przedwczesnej śmierci...

Na koniec muszę przyznać, że nie byłam wielką fanką Amy Winehouse. Lubiłam może ze dwie piosenki (wspomniany "Rehab" i "You Know I'm No Good"). Jej śmierć jakoś specjalnie mnie nie poruszyła. Na pewno było mi jej szkoda, jak każdego człowieka, który odejdzie zbyt wcześnie. A jednak postanowiłam zapoznać się z tą lekturą, gdyż byłam ciekawa historii Amy. I nie żałuję, że ją przeczytałam. Polecam ją nie tylko fanom Amy Winehouse, lecz także osobom, które chciałyby się dowiedzieć o Niej czegoś więcej niż podają tabloidy czy portale plotkarskie.

Mitch Winehouse pracował jako przedsiębiorca, sprzedawca oraz londyński taksówkarz. Choć nie był artystą, wychowywał swoją córkę w atmosferze miłości do muzyki. W 2010 roku wydał płytę jazzową "Rush of Love". Jeśli chodzi o pisanie, to zadebiutował właśnie tą biografią, wydaną w 2012 roku.

Warto wspomnieć, że wraz ze swoją pierwszą żoną Janis stworzył Fundację Amy Winehouse, w hołdzie dla tej niezwykłej artystki. Jej celem jest wspieranie działań na rzecz młodzieży z takimi problemami jak zły stan zdrowia, niepełnosprawność, trudna sytuacja materialna czy uzależnienie. Obecnie zajmuje się pozyskiwaniem środków finansowych na ten cel. Dlatego autor cały dochód z tej książki przekazuje na rzecz Fundacji Amy Winehouse.








Autor: Mitch Winehouse
Tytuł: "Amy, moja córka"
Ilość stron: 320
Oprawa: miękka




Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Debiuty pisarskie
Nie tylko literatura piękna
W prezencie (literka A)








12 komentarzy:

  1. Lubię od czasu do czasu posłuchać kawałków Amy. To była nietuzinkowa osoba. Z chęcią bym zajrzała do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja lubię jej posłuchać. :) Na pewno budziła skrajne emocje - z jednej strony - podziw z powodu wielkiego talentu muzycznego, z drugiej - szok z powodu sposobu bycia i licznych skandali. Jeśli jesteś z Warszawy, to można ją dostać za pół ceny na tragach książki, które trwają od dziś do niedzieli.

      Usuń
  2. Podziwiam, że udało Ci się przeczytać książkę o piosenkarce, która w zasadzie Cię nie interesowała. Mnie właśnie ona nie interesuje, więc i książka w ogóle nie kusi.. Choć niektóre jej piosenki, przyznaję, całkiem fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było to takie trudne, książka napisana jest lekkim językiem i jest naprawdę ciekawa. ;)

      Usuń
  3. Tę piosenkę słyszałam nie raz, ale nie miałam pojęcia, że śpiewa ją Amy, czyli jak widać nie jestem jej wielką fanką. :) Po biografię nie sięgnę, bo po prostu nie ciekawi mnie jej osoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie, ale niektóre piosenki kojarzę ;)

      Usuń
  4. Mogę podpisać się pod tą recenzją - moje wrażenia były bardzo podobne. Nigdy nie byłam zagorzałą fanką Amy, ale doceniam jej twórczość i żałuję, że zmarła za wcześnie, bo mogła zrobić jeszcze wiele dobrego, gdyby tylko doszła do wniosku, że warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, za szybko się poddała. Miała taki niepowtarzalny głos, z którym mogła osiągnąć duży sukces.

      Usuń
  5. Nigdy nie interesowałam się Amy Winehouse, ani jej osobą, ani muzyką. Dlatego też jej śmierć mnie specjalnie nie obeszła - tylko tyle, że szkoda piosenkarki, bo kto wie, może jednak wyszłaby na prostą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też jakoś specjalnie nie obeszła. Oczywiście jako artystki, bo jako człowieka owszem.

      Usuń
  6. Większość ludzi zapamięta ją jako ćpunkę, która bardzo młodo umarła. Szkoda, bo dziewczyna miała talent. Nie jestem jej fanką, kojarzę może ze 2 jej piosenki. Po książkę bym nie sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tyle kojarzę. Ale nie zmienia to faktu, że podobał mi się jej głos. ;)

      Usuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)