"Z punktu widzenia kota" Anny Onichimowskiej to komedia z wątkiem kryminalnym i romansowym.
Jestem miłośniczką kotów, choć niestety żadnego nie mam. Do tej pory było mi trochę szkoda, że tak jest, bo przecież taki milutki, puszysty kiciuś musi być czymś fantastycznym dla domowników. Można się z nim bawić, brać na kolana i o niego dbać, a on odwzajemnia miłość. Tak myślałam do czasu przeczytania książki "Z punktu widzenia kota".
Głównymi bohaterami są Sylwia, atrakcyjna malarka, oraz Marco i Clara, małżeństwo z Florencji. Pod wpływem małego nieporozumienia muszą spędzić ze sobą kilka tygodni w wilii w Toskanii, by przypilnować kota pod nieobecność jego właścicieli, państwa N. Pani N. zaproponowała to Sylwii, zaś pan N. - Marco, koledze z uniwersytetu w Mediolanie. Niestety, nie uzgodnili tego ze sobą, stąd małe zamieszanie.
Jestem miłośniczką kotów, choć niestety żadnego nie mam. Do tej pory było mi trochę szkoda, że tak jest, bo przecież taki milutki, puszysty kiciuś musi być czymś fantastycznym dla domowników. Można się z nim bawić, brać na kolana i o niego dbać, a on odwzajemnia miłość. Tak myślałam do czasu przeczytania książki "Z punktu widzenia kota".
Głównymi bohaterami są Sylwia, atrakcyjna malarka, oraz Marco i Clara, małżeństwo z Florencji. Pod wpływem małego nieporozumienia muszą spędzić ze sobą kilka tygodni w wilii w Toskanii, by przypilnować kota pod nieobecność jego właścicieli, państwa N. Pani N. zaproponowała to Sylwii, zaś pan N. - Marco, koledze z uniwersytetu w Mediolanie. Niestety, nie uzgodnili tego ze sobą, stąd małe zamieszanie.







