piątek, 26 maja 2017

Rozpoczął się Międzynarodowy Festiwal Kryminału 2017

Współautor: Lucas

25 maja, podczas drugiego dnia festiwalu, odbyły się wykłady oraz spotkania autorskie z Ivą Prochazkovą, Olgą Tokarczuk i Jakubem Żulczykiem.

Festiwalowy dzień rozpoczął się od wykładu Krzysztofa A. Zajasa "Stephen King i kryminały". Prowadzący przyznał, że był wychowany na poezji Zbigniewa Herberta i Czesława Miłoszu. Nie czytał kryminałów i horrorów. Wyjechał do Rygi (należy podkreślić, że Ryga w grudniu to dno piekła) i zaczął czytać Kinga. Jak widać, jest to zaraźliwe, teraz nie ma powieści tego autora, której by nie przeczytał.

Fot. Lucas


Dla Zajasa nie są to horrory, tylko psychodramy i thrillery, które mają znakomity psychologizm postaci. Szczególnie podobają mu się postacie szaleńców i wariatów. Świetny jest także rys obyczajowy, bowiem King opisuje klasę średnią w Stanach Zjednoczonych. King jest również oczytany, świadczą o tym cytaty z Dostojewskiego, Walesa, Platona.

Kiedy King postanowił napisać trylogię kryminalną, było to dużym zaskoczeniem. Król horrorów i kryminały. Być może chciał pobić rekord Jamesa Pattersona, którego powieści znalazły się na pierwszym miejscu listy najlepiej sprzedających się książek. Po przeczytaniu pierwszego tomu, recenzje były różne. Jedni pisali: "mistrz jest świetny", drudzy – "Stephen King się skończył".

Fot. Lucas


Zajas przyznał, że sam chciał napisać horror. I kiedy zaczął zastanawiać się, co by było dla niego najstraszniejszym widokiem, wyobraził sobie faceta w czarnym płaszczu z papierosem. Takie spotkanie mogłoby się skończyć na dwa sposoby. Zacząłby uciekać przez nieznajomym, a ten okazałby się zwykłym mężczyzną, ośmieszyłby się. Minąłby go, a ten okazałby się psychopatą, mógłby dostać kosę. Chyba dlatego jeszcze nie napisał żadnego horroru, bo to co go przeraża, jest takie zwyczajne.

Następnie odbył się wykład Stefana Ahnhema "Jak rozwinąć swój pomysł w intrygującą i trzymającą w napięciu opowieść". Autor szwedzkich kryminałów opowiadał o tym, jak przełożyć pomysł w dobrą fabułę.

Fot. Lucas

Liczy się systematyczna praca. Każda powieść musi mieć początek, środek i zakończenie. Autor podał przykład, jako początek napad na bank, środek – w jaki sposób, zakończenie – na czym to polega, czy się uda. Zwykle pierwszy akt jest połową aktu drugiego. Jeśli będzie za długi wstęp, czytelnik się znudzi. Jeśli będzie za krótki, to też niedobrze. Należy zachować równowagę.

Fot. Lucas
 
Każda część dzieli się na sekwencje, czyli takie historie w historii. Całość powinna mieć 8 sekwencji. Początek: 1-2 sekwencje, środek: 3-4 sekwencji, zakończenie: 1-2 sekwencje. Przy czym w środkowej części powinny być zwroty akcji. Należy też pamiętać, że bez konfliktu nie ma fabuły. A kryminał zaczyna się od morderstwa, ofiary, miejsca zbrodni.

Kolejnym punktem programu było spotkanie z Ivą Procházkovą, autorką czeskich kryminałów, laureatką Magnesia Litera (odpowiednik nagrody Nike). Poprowadziła je Marta Mizuro. Zanim zaczęła pisać była kucharką, sprzątaczką i stamtąd czerpała inspiracje do swoich powieści.

Fot. Lucas

Literaturę dziecięcą zaczęła pisać z przymusu, gdyż powieści dla dorosłych nikt by jej nie wydał. Jej ojciec był bowiem wrogiem byłego systemu, a zarazem pisarzem. Poradziła sobie z cenzurą, przemyciła niebezpieczne treści w literaturze dla dzieci. Niestety wydali tylko jedną jej powieść i zakazali jej pisać. Z tego powodu musiała wyemigrować do Niemiec, by móc wyrażać swoje zdanie. Pewnie dlatego czuje się Europejką, a jej bohater, podinspektor Marian Holina, jest takim „kundlem” bez kraju, czeskim Słowakiem. Jej zdaniem na świecie został pokonany wąsko horyzontalny nacjonalizm.

Iva Procházková pisze szczerze, bez ozdobników. A przede wszystkim opisuje miejsca, które zna. Jej kryminały dzieją się w Pradze. Ta seria to jedyne od wielu lat kryminały czeskie wydane w Polsce. Wszystko dzięki Julii Różewicz z wydawnictwa Afera, która jest świetną tłumaczką.

Fot. Lucas

Autorka opowiadała o plantacjach marihuany, która w Czechach jest legalna oraz o środowisku wietnamskim w Czechach. Nie tylko w kontekście swoich książek. Na koniec spotkanie odbył się chrzest szampanem najnowszej książki autorki - "Roznegliżowane".

Następnie odbyło się spotkanie z Olgą Tokarczuk, które poprowadził Irek Grin. Choć autorka napisała jeden kryminał "Prowadź swój pług przez kości umarłych" i to 8 lat temu, to pretekstem do tego spotkania była niedawna ekranizacja zatytułowana Pokot w reżyserii Agnieszki Holland.

Fot. Lucas


Została zachęcona przez reżyserkę, że to gotowy materiał do filmu. Okazało się jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż mogło się wydawać. Pierwszy scenariusz wylądował w koszu.

"Księgi Jakubowe" pisane były pisane krwią. Natomiast "Prowadź swój pług przez kości umarłych" było przerywnikiem. Pisała go na wkurzeniu, na złości. Nakręciła się do tej historii, pisanej w pierwszej osobie, bo tak łatwiej utożsamić się z bohaterką. Co ciekawe, historia opisana w książce okazała się prorocza.

Fot. Lucas


Autorka wspomniała także początki swojej pisarskiej kariery. Wbrew pozorom nie były one łatwe. Kiedy napisała pierwszą powieść "Podróż ludzi księgi" i wysłała ją wydawcom, sądziła, że dostanie szybką odpowiedź. Tymczasem ona nie nadchodziła, a egzemplarze były tym cenniejsze, że były ich tylko 4 sztuki odbite na kalce. A ich odzyskanie nie było łatwe. Z perspektywy czasu pisarka wstydzi się swojego debiutu i nie pozwoliła go wznowić.

Podczas spotkania Irek Grin zdradził, że na jesieni ukaże się nowa powieść Zygmunta Miłoszewskiego. Ale nie będzie to kryminał. Na więcej szczegółów trzeba czekać do 3 października.

Na koniec dnia odbyło się przesłuchanie Jakuba Żulczyka (nazywanego w szkole "Żulo"). W rolę śledczego wcielił się Szymon Kloska. Udało mu się poznać miejsce zamieszkania pisarza - Warszawa i zameldowania - Nidzica. Choć mieszkał także w Olsztynie i Krakowie. Do tego pierwszego miasta chętnie by wrócił. Z kolei w drugim raczej już nie zamieszka, kojarzy mu się ze studenckimi czasami, kiedy to wynajmował mieszkania na Azorach i w Nowej Hucie.

Fot. Lucas


A to był dopiero początek. Autor "w krzyżowym ogniu pytań" przyznał, że jest niekarany, choć był wiele razy spisywany przez policję za posiadanie nielegalnych substancji, ale tylko przez chwilę. A także, że był uzależniony od alkoholu i używek. Ale poszedł na terapię, która pozwala mu walczyć z nałogiem.

Niedawno napisał pierwszą powieść kryminalną - „Wzgórze psów” i wyruszył w trasę promocyjną, której nie powstydziłby się zespół Guns N’Roses. Sam lubi czytać, ostatnio literaturę rosyjską. Nie wstydzi się żadnej swojej książki. Lepiej coś przeredagować niż się wstydzić. Tak zrobił z dwiema swoimi powieściami - Radio Armagedon i Instytut.

Fot. Lucas


Żulczyk opowiedział także o swojej przyjaźni z Stefanem Twardochem i Łukaszem Orbitowskim. Wspomniał, że można ich nazwać gangiem Olsena. Jednak to mit, że wysyłają sobie nawzajem teksty, które napisali, nie mają na to czasu.

To był bardzo emocjonujący dzień, a każdy następny będzie jeszcze lepszy. Już w sobotę Gala, jesteśmy ciekawi, kto otrzyma Nagrodę Wielkiego Kalibru.


4 komentarze:

  1. Ależ to musiałby być emocje. Super relacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, uwielbiam ten festiwal :)

      Usuń
  2. Jestem szalenie ciekawa czy udało Ci się zdobyć fotkę z Ahnhemem :D :D

    OdpowiedzUsuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)