wtorek, 5 marca 2013

"Detektyw i panny", czyli perypetie prowincjonalnego komisarza

Czy życie na prowincji musi być nudne? Czy mieszkańcom zdarza się czasem poczuć dreszczyk emocji? Jak jest naprawdę, przekonuje się Dirk Tielke, bohater powieści "Detektyw i panny" Magdaleny Lewańskiej.

Młody i ambitny komisarz Dirk Tielke zostaje oddelegowany do miasteczka Kirchdorf, położonego blisko byłej granicy z NRD. Uważa, że propozycja objęcia tamtejszego komisariatu jest uznaniem jego umiejętności. Liczy, że samodzielne stanowisko przyniesie mu rozgłos i sławę. Jednak szybko zostaje sprowadzony na ziemię. Wreszcie Dirk przestał się łudzić. Zrozumiał, że nie potrzebowano w Kirchdorfie ani jego kryminalistycznej intuicji ani wybitnych umiejętności w strzelaniu czy walce wręcz. Potrzebowano kogoś młodego, z perspektywą długoletniej służby. Spokojni obywatele Kirchdorfu dość mieli zmian szefów policji co trzy, cztery lata.

I rzeczywiście początkowo nic się nie dzieje w tym spokojnym i trochę nudnym miasteczku. Jedynymi rozrywkami są plotki i seriale kryminalne. Panie Hinz i Kunz spotykają się pod miejskim zegarem i czekają na swojego Jamesa Bonda, zaś starsze mieszkanki Kirchdorfu oglądają porucznika Columbo. Pewnego dnia ten uporządkowany świat zostaje zburzony, gdy do komisariatu przychodzi atrakcyjna Alke z tajemniczym listem adresowanym do jej zmarłej ciotki. Jego nadawca planował w nim zemścić się na ludziach, przez których doznał wielu cierpień w życiu. Korespondencja ta niejako stanowi przyznanie się do winy. Dirke od razu dostrzega w tym swoją szansę na zaspokojenie zawodowych ambicji. Ale czy komisarzowi uda się wytropić mordercę i stać się bohaterem?

Powieść podzielona jest na dwie części: "Chiński kurczak" i "Mysz zastępcza". Stanowią one dwie odrębne historie z życia prowincjonalnego komendanta policji. W pierwszej z nich znamy sprawcę prawie od początku. Nie psuje to jednak lektury, gdyż ważniejsze są motywy nim kierujące, które poznajemy z czasem. Warto wspomnieć, że są one tak wstrząsające, że czytelnik zaczyna odczuwać litość wobec mordercy i po części go usprawiedliwia. W tej części autorka bardziej skupia się na wzajemnych relacjach bohaterów, zarysowuje ich portret psychologiczny. Tę część można zakwalifikować do powieści obyczajowej z elementami kryminalnymi. Druga historia już bardziej przypomina typowy kryminał - jest tajemnicza zbrodnia i drobiazgowe śledztwo. Choć wątek przestępstwa jest najważniejszy, to motywy popełnienia zbrodni są także istotne. Oczywiście są one naiwne i nierealne, jednak znów morderca wzbudza współczucie czytelnika.

Atutem powieści, oprócz kryminalnej zagadki, jest cała gama barwnych postaci. Zostają one dość dobrze sportretowane, znamy ich marzenia, niepokoje, myśli. Najważniejszą z nich jest tytułowy detektyw Dirk Tielke, który marzy o policyjnej karierze, kieruje się ideałami, jednakże ma jedną osobliwą wadę - boi się myszy. Jest to komiczne zważywszy, że człowiek ten ma do czynienia z przestępcami. Wokół Dirka, jak wskazuje tytuł powieści, kręcą się atrakcyjne kobiety - ambitna i stanowcza Alke, marzycielska i trochę postrzelona Isia oraz doświadczona i niezwykle zaradna Edeltraud. Niestety przedstawione w powieści postacie są trochę naiwne.

Magdalena Lewańska próbuje wprowadzić do powieści trochę humoru. I w przeważającej części jej satyryczne uwagi są udane. Jednak muszę przyznać, że przesadziła trochę z Alke, której zachowanie może trochę irytować czytelnika. Dziewczyna myśli, że pozjadała wszystkie rozumy, bo studiuje psychologię. Dlatego zaczyna sprawdzać na Dirku swoje pseudopsychologiczne teorie, mające się nijak do rzeczywistości. Co gorsze, zachowuje się przy tym bardzo protekcjonalnie i nie znosi sprzeciwu.

Minusem książki jest okładka, która nie przyciąga czytelnika i nijak nie pasuje do powieści kryminalnej. Wprawdzie nie powinno się oceniać książki po okładce, jednak ma ona duży wpływ na wybór lektury. Na szczęście zawartość książki rekompensuje ten mały mankament.

Muszę przyznać, że powieść Magdaleny Lewańskiej miło mnie zaskoczyła. Po pierwsze akcja dzieje się w Niemczech a nie w Polsce, po drugie - autorka niejako przełamuje konwencję tego gatunku. Miejscami bawi, miejscami wzrusza czytelnika. Niestety czasem pojawiają się w niej niemieckie słowa, które mi trochę przeszkadzały (gdyż nie znam tego języka).

Powieść jest z jednej strony wciągająca i dynamiczna, z drugiej - ciepła i swojska, dzięki czemu czyta się ją szybko i przyjemnie. Jak na dobry kryminał przystało, autorka dozuje napięcie i wprowadza nagłe zwroty akcji. Dużym plusem jest również zaskakujące, choć smutne, zakończenie. Powieść pozwala się zrelaksować i oderwać od szarej codzienności. Polecam ją miłośnikom lekkich kryminałów, którzy nie nastawiają się na misterne intrygi.

Magdalena Lewańska studiowała pedagogikę we Wrocławiu i biologię w Hanowerze. Zadebiutowała w 1999 roku powieścią kryminalną "Wszystkie moje kaczuszki". W swoim dorobku ma opowiadania, nowele i powieści. Od 1972 roku mieszka w Niemczech.








Autor: Magdalena Lewańska
Tytuł: "Detektyw i panny"
Ilość stron: 272
Oprawa: miękka






Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!!
Polacy nie gęsi



4 komentarze:

  1. Mam tę książkę na półce, ale właśnie przez tą nijaką okładkę nie miałam ochoty jej czytać. Na szczęście Twoja pozytywna recenzja rzuciła całkiem inne światło na "Detektyw i panny" i skutecznie zachęciła do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię przekonałam, mnie się podobała :)

      Usuń
  2. Z chęcią przeczytam, bo lubię taką tematykę ;)

    OdpowiedzUsuń

Po przeczytaniu wpisu zostaw swój ślad (najlepiej bez adresu swojego bloga!). Dziękujemy za każdy komentarz :)