Jaka jest szansa, że jednego dnia wydarzą się cztery katastrofy lotnicze i to na czterech kontynentach? Czy jest prawdopodobne, by przeżyło je troje dzieci, po jednym z każdego samolotu? Brzmi niewiarygodnie? Taka właśnie jest powieść Sary Lotz "Troje".
12 stycznia 2012 roku miały miejsce cztery katastrofy lotnicze. Dzień ten nazwano Czarnym Czwartkiem, z powodu zatrważającej liczby ofiar - zginęło bowiem ponad tysiąc osób. O dziwo, z trzech katastrof początkowo ocalało czworo ludzi, w tym Pamela May Donald, która nagrała na komórce wstrząsającą wiadomość i zaraz potem zmarła. Zostało więc tylko troje ocalonych, co ciekawe, był to jedynie dzieci - Japończyk, Amerykanka i Brytyjczyk. Z pozoru nic im się nie stało, ale zaczęły się dziać wokół nich dziwne rzeczy.
Bardzo szybko ludzie zaczęli wymyślać teorie spiskowe, przyczynę tragedii upatrywali w zamachach terrorystycznych, usterkach samolotów lub w błędach pilotów. Najbardziej śmiała teoria zakładała, że dzieci to Czterej Jeźdźcy Apokalipsy, zwiastujący koniec świata. Problem w tym, że dzieci było troje, musi więc znaleźć się jeszcze jedno...
12 stycznia 2012 roku miały miejsce cztery katastrofy lotnicze. Dzień ten nazwano Czarnym Czwartkiem, z powodu zatrważającej liczby ofiar - zginęło bowiem ponad tysiąc osób. O dziwo, z trzech katastrof początkowo ocalało czworo ludzi, w tym Pamela May Donald, która nagrała na komórce wstrząsającą wiadomość i zaraz potem zmarła. Zostało więc tylko troje ocalonych, co ciekawe, był to jedynie dzieci - Japończyk, Amerykanka i Brytyjczyk. Z pozoru nic im się nie stało, ale zaczęły się dziać wokół nich dziwne rzeczy.
Bardzo szybko ludzie zaczęli wymyślać teorie spiskowe, przyczynę tragedii upatrywali w zamachach terrorystycznych, usterkach samolotów lub w błędach pilotów. Najbardziej śmiała teoria zakładała, że dzieci to Czterej Jeźdźcy Apokalipsy, zwiastujący koniec świata. Problem w tym, że dzieci było troje, musi więc znaleźć się jeszcze jedno...

